Wołowiec przez Rakoń i Grzesia. Dobry klasyk

Wołowiec przez Rakoń i Grzesia. Klasyk Tatr Zachodnich – ale jaki! Przejście granią z widokami od Czerwonych Wierchów po Rochacze i Salatyn oraz na Tatry Wysokie w tle, cieszy oczy. A i sama wędrówka jest bardzo ciekawa, co chwilę coś się dzieje. Jeśli nie doceniasz Tatr Zachodnich – daj się namówić na tę trasę.Jest duża szansa, że się z nimi zaprzyjaźnisz.:)

Wołowiec

Wołowiec z Polany Huciska

Skąd pomysł na Wołowiec? Mamy do dyspozycji niedzielę wyłącznie z Młodszym Synem, który siedzi w nosidle więc liczba pokononywanych kilometrów jest dla niego bez znaczenia. Możemy zrobić trasę, która nie zmęczy 7-latka. Decydujemy się więc na tę uroczą 23-kilometrową pętelkę.

Z powodu porannych obowiązków na parking na Siwej Polanie dojechaliśmy dopiero około 12:00. Wołowiec znajduje się na samym końcu najdłuższej doliny w Polskich Tatrach, jaką jest Dolina Chochołowska -ze względu na późną porę rozpoczęcia wycieczki oraz z szacunku dla kolan, wsiadamy do traktora udającego pociąg. Kolejką „Rakoń”, kursującą tylko w sezonie letnim, podjeżdżamy na Polanę Huciska, oszczędzając sobie w ten sposób 3 km dojścia, w większości po świeżo wylanym asfalcie. Polana Huciska będąca polaną reglową znajduje się mniej więcej w połowie dolnej części Doliny Chochołowskiej, a jej nazwa pochodzi od znajdujących się tu w dawnych wiekach kopalni oraz huty rudy żelaza – warto wiedzieć, że zarówno Chochołów jak i Kościelisko były przez długie lata bardzo uprzemysłowionym terenem. Do 1945 roku znajdowało się tutaj prywatne schronisko Bukowskich. Niestety zostało spalone przez oddziały niemieckie.

Od Polany Huciska do Schroniska na Polanie Chochołowskiej mamy zatem tylko 4km. Ruszamy zielonym szlakiem przez najciekawszy odcinek doliny, która tworzy tutaj głęboki wąwóz. Charakterystycznymi miejscami są przewężenia skalne, zwane bramami Niżną i Wyżną Bramą Chochołowską.

Schronisko w Dolinie Chochołowskiej

Mijamy odbicie do Doliny Starorobociańskiej, które pozostawia w nas odrobinę wątpliwości, czy nie zmienić trasy… Wędrówka na Bystrą – najwyższy szczyt Tatr Zachodnich, jest jednak przynajmniej o godzinę dłuższa, zostawiamy więc ją na kolejny raz, kiedy będziemy w stanie być w Tatrach o poranku. Po 40 minutach od wyjścia z traktora mijamy charakterystyczne szałasy pasterskie. Dolina Chochołowska, ze względu na dużą liczbę polan, była jednym z największych obszarów pasterstwa w Tatrach (do dziś tutejsze polany są wypasane). Obecnie pozostało kilka zabytkowych szałasów, ponoć w dwudziestoleciu międzywojennym było ich kilkadziesiąt. Nas jednak interesuje coś innego – przed sobą widzimy już Północną Grań Wołowca, którą lada moment będziemy wędrować.

Po kolejnych paru minutach mijamy Schronisko na Polanie Chochołowskiej i skręcamy w prawo na żółty szlak prowadzący na Grzesia. Wchodzimy do lasu i idziemy szeroką ubitą ścieżką wzdłuż wyschniętego koryta potoku. Z każdym krokiem robi się coraz bardziej stromo. Po mniej więcej pół godzinie podejścia, żółty szlak łączy się z niebieskim prowadzącym ze słowackich Oravic przez Bobrowiecką Przełęcz, a dalej kieruje się na Wołowiec.

Las powoli zaczyna ustępować kosodrzewinie – to znak, że nabieramy wysokości. Stosunkowo szybko pojawiają się pierwsze widoki. Na niebieskim szlaku wystarczy spojrzeć w lewo, żeby mieć obraz na Polanę Chochołowską oraz doliny: Wyżnią Dolinę Chochołowską i Dolinę Jarząbczą. Kusi nas, żeby przystanąć i podziwiać, ale wiemy, że dalej będzie jeszcze lepiej.

Grześ

Marcin przeszedł już kiedyś całą naszą dzisiejszą trasę, ja jak dotąd byłam tylko na Grzesiu – ale obydwoje wiemy, czego się spodziewać. Tylko Młodszy w nosidle jest niczego nieświadomy. Wchodzimy w gęstą kosodrzewinę i przez kilkaset metrów ścieżka wije się wąsko pomiędzy tymi roślinami – szlak w tym miejscu bardzo przypomina ten na Babiej Górze. Ostatecznie jednak wychodzimy wyżej, skąd możemy dostrzec grań, którą będziemy szli w stronę Wołowca.

Przystajemy, by móc podziwiać stąd m.in. Czerwone Wierchy, Kominiarski i Trzydniowiański Wierch, Błyszcz, Rohacze, czy Salatyn. Duża część tej panoramy będzie towarzyszyć nam już do najwyższego punktu tej wycieczki. No i tak – to jest to, na co czekaliśmy. Jest tak pięknie, że pierwsze zdjęcia robimy jeszcze przed samym Grzesiem. Sam szczyt znajduje się 5 minut dalej, ustawiono na nim drewniany krzyż. Widoki stąd są jeszcze lepsze – zachwyt nad nimi będzie towarzyszył nam z każdym kolejnym krokiem w stronę Wołowca. Warto wiedzieć, że z Grzesia prócz szlaku granią, można również zejść zielonym szlakiem na Słowację do Doliny Łatanej albo na Przełęcz pod Osobitą.

Rakoń

My zgodnie z planem ruszamy na Wołowiec. Żeby tam dość czeka nas teraz crème de la crème tej wędrówki – przejście niebieskim szlakiem w stronę Rakonia. Cieszymy oczy przemierzając Długi Upłaz. Jest to 2 kilometrowy odcinek północnej grani Wołowca. Przebiega tędy granica polsko-słowacka i Wielki Europejski Dział Wodny. Zachodnie stoki Długiego Upłazu opadają do słowackiej Doliny Zadniej Łatanej na Słowacji, która jest zlewnią Morza Czarnego, a polskie do Doliny Chochołowskiej Wyżniej, będącej zlewnią Morza Bałtyckiego. Ten konkretny dział wodny w Tatrach biegnie nie wzdłuż, a poprzek głównego grzbietu, co jest rzadko spotykaną właściwością.

Porzucając na chwilę ciekawostki topograficzne – widoki stąd są malownicze. Wędrówką granią stanowi ogromną przyjemność i pozwala cieszyć oczy. Początkowo musimy zejść trochę w dół, by po przejściu płaskiego odcinka rozpocząć dość strome podejście -między Grzesiem, a Rakoniem jest 2,7 km odległości i 300 metrów przewyższenia. Nic strasznego, ale jakiś konkret to daje. Po mniej więcej 45 minutach od poprzedniego szczytu docieramy na Rakoń (1879m n.p.m). Panorama wynagradza wszelkie zmęczenie.

Na Rakoniu robimy dłuższą przerwę. Raz – żeby Młodszy spędził część dnia na własnych nogach, dwa – jest tu zjawiskowo, można siedzieć i patrzeć. Doskonale widać stąd słowacką dolinę Rohacką, co z wcześniejszego etapu wędrówki było niemożliwe. U stóp bardzo stromego stoku, dostrzegamy schronisko Ťatliakova chata, od którego dzieli nas w linii prostej zaledwie 800m, ale za to przeszło 500m wysokości.

Poza tym jesteśmy ciut zmęczeni. Trochę na tych plecach mamy. Marcin nosi 14 kg człowieka, ja całą naszą aprowizację – przy Maluchu z wymaganiami żywieniowymi jest tego niestety sporo. No i przed nami podejście na Wołowiec, które zapowiada się na najcięższy odcinek naszego spaceru.

Podejście na Wołowiec

W końcu jednak wiatr daje się we znaki i postanawiamy ewakuować się ze szczytu w stronę naszego celu. Co gorsza od wschodu zaczynają gromadzić się ciężkie chmury – zdążymy wejść na Wołowiec przed deszczem? Najpierw musimy zejść delikatnie w dół do Przełęczy Zawracie (1863m n.p.m), skąd odbija zielony szlak przez Wyżnią Dolinę Chochołowską. Zostawiamy go sobie na powrót i kontynuujemy podejście szlakiem niebieskim. Trudności technicznych na tym podejściu brak, ale na odległości 1km mamy do zrobienia 220m przewyższenia – podejście daje poczuć, że jesteśmy w górach.

Zaczyna jednak delikatnie padać, więc przyspieszamy, a jednocześnie musimy uważać na kruche podłoże. Próbujemy w ten sposób jeszcze przez kilka minut aż w końcu nasz rodzicielski rozsądek bierze górę – do szczytu brakuje nam kilkudziesięciu metrów, ale Marcin z Młodszym zawracają. Dobrze, że Młodszy nie rozumie jeszcze, że prawie był na szczycie i musiał się z niego wycofać – kto tego doświadczył, wie jakie to uczucie.

Na szczęście Marcin na samym Wołowcu był już nie raz, więc żal trochę mniejszy. Chłopaki idą na dół, ja pokonuję ostatnie metry przy mżawce. Odcinek jest mocno stromy, ja też chyba nie mam już dużo serca do podejścia, docieram na szczyt siłą woli. Po drodze mijałam już wyłącznie osoby schodzące w dół, na wierzchołku oprócz mnie są dwie osoby, którym nie przeszkadza fakt, że kropi.

Wołowiec

Wołowiec

Zdobyłam więc Wołowiec (2064 m n.p.m). Deszczowa aura dodaje magii temu masywnemu wierzchołkowi . Znajduję się teraz na głównej grani Tatr, nad trzema dolinami: Chochołowską, Rohacką i Jamnicką. Centralne usytuowanie Wołowca zapewnia nam panoramy we wszystkich czterech kierunkach – szczyt spełnia kryteria bajkowości. Oczywiście największe wrażenie robi stąd Grań Rohaczy, którą teraz widzimy jeszcze wyraźniej niż z Rakonia , jakby na wyciągnięcie ręki.

Robię zdjęcia i zawracam na dół, żeby dogonić chłopaków. Skoro podejście było strome, równie strome jest zejście. Staram się iść ostrożnie (szybko i ostrożnie) a i tak siup! po chwili leżę. Rana jest niebolesna, ale dość krwawa, na szczęście deszcz ją obmywa. Szukanie plasterka jest teraz ostatnią rzeczą, na którą mam chęć. Zatrzymuję się na Przełęczy Zawracie, żeby ubrać kurtkę i rozpoczynam zejście zielonym szlakiem. Warto mieć na uwadze, że zimą jest to miejsce bardzo zagrożone lawinami.

Można Grzesia, Rakoń czy Wołowiec lubić lub nie, ale nie da się zaprzeczyć, że cała trasa jest bardzo ciekawa. Po graniowym odcinku, schodzimy teraz rumowiskiem skalnym. Ponieważ pada należy iść w miarę ostrożnie przez kamienie, nie ma jednak trudności technicznych. Po mniej więcej 20 minutach zejścia osiągam piętro kosodrzewiny, wciąż nie doganiając chłopaków. Widzę ich w oddali, ale co rusz znikają mi za zakrętami. Na pewnym odcinku wyprzedzam wszystkich, a reszty nie doganiam i zostaję na szlaku sama.

Zejście przez Wyżnią Dolinę Chochołowską ze względu na pośpiech mija bez większych wrażeń – za mną wyrastają zbocza Łopaty oraz Długiego Upłazu. Krok za krokiem wytracam wysokość, w końcu, po zejściu do lasu doganiam resztę mojego zespołu. Stąd czeka nas jeszcze mniej więcej 30 minut drogi lasem do Polany Chochołowskiej.

A dalej droga już jest nam bardzo dobrze znana – spokojny powrót Doliną Chochołowską na Siwą Polanę. Wycieczka zaliczona, wspomnienia zostają, a my jedziemy jeszcze do Zakopanego, szukać czegoś do zjedzenia.

Informacje praktyczne

  • Najwyższy punkt: 2064 m n.p.m. (Wołowiec),
  • Proponowany przez nas szlak na Wołowiec stronie prowadzi z Siwej Polany przez Dolinę Chochołowską (zielony) następnie na Grześ (żółty) i przez Rakoń (niebieski) – czas przejścia: 5:30h, dystans: 12,9km, suma podejść: 1280m,
  • Na początku Doliny Chochołowskiej znajduje się mnóstwo parkingów -> MAPA. Najbliższe szlabanu i kas biletowych do TPN kosztuje 20zł/dzień, im dalej od wejścia samochód można zostawić za 15zł a nawet za 10zł/dzień (stan na czerwiec 2022),
  • Na Siwą Polanę kursuję liczne busy z Zakopanego. Trzeba mieć jednak na uwadze, że ich kursowanie nie jest regularne i zależy od pory roku. Szczególnie należy o tym pamiętać poza sezonem w porze wieczornej. Oficjalne rozkłady jazdy można sprawdzić na stronie https://transit.podhale.pl/,
  • Trasa jest wymagająca kondycyjnie ze względu na długość i przewyższenie, ale nie jest trudna technicznie. Po drodze jest kilka fragmentów o stromych podejściach, nie ma jednak ekspozycji,
  • Przez początkowy fragment Doliny Chochołowskiej kursuje Kolej „Rakoń” do Polany Huciska (VI-IX w godzinach 9.00-18.00). Cena przejazdu to 7zł/osobę (stan na czerwiec 2022),
  • Na Polanie Chochołowskiej znajduje się duże schronisko PTTK, w którym znajdziemy bogatą ofertę gastronomiczną. W rejonie Siwej Polany znajdują się prywatne restauracje, m.in. U Zięby, w sezonie można kupić wędzone sery od pasterzy,
  • Przy szlaku powyżej Polany Chochołowskiej nie ma żadnych wiat i schronów, gdzie można skryć su e w razie deszczu czy wiatru.
  • Na sam Wołowiec najszybciej można dostać się od słowackiej strony z Doliny Rohackiej -> MAPA
  • Szlak między Grzesiem a Wołowcem prowadzi granicą ze Słowacją. Pamiętajcie, by na każdą wycieczkę górską na Słowacji wykupić ubezpieczenie turystyczne.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.