Wielki Kopieniec. Wszystko przez Dzieciaki

Ostatni w tym roku wypad w góry. Na tapetę idą Tatry. Liczymy, że na koniec grudnia, tydzień przed Wigilią, Zakopianka będzie przejezdna, a szlaki w miarę puste. Bingo! Nie ma korków, nie trzeba walczyć o miejsce parkingowe i nikt nikogo nie depcze na szlaku… Jest za to spokój, śnieg, my i dzieciaki. I to właśnie dzięki nim trafiamy w miejsce, do którego inaczej byśmy nie dotarli. Kopieniec Wielki – niepozorny kopulasty szczyt, który wybraliśmy jako trasę dopasowaną do dzieciaków zimą: w sam raz na roczniaka w nosidle i 7-latka w raczkach. Sami to wiadomo – wybralibyśmy coś długiego i ambitnego… i pozostalibyśmy ubożsi o obłędne widoki widoczne z Kopieńca!

Głodówka – Toporowa Cyrhla

Śpimy w schronisku Głodówka. Z naszego pokoju widać panoramę Tatr, więc nie zależy nam by zebrać się szczególnie szybko. Podziwiamy widoki i jemy śniadanie. Potem przechodzimy do schroniskowej restauracji, gdzie – dla odmiany – podziwiamy widoki i pijemy kawę… Patrzymy jak nad Tatrami przetaczają się kłębowiska chmur, a potem wychodzi słońce. Moglibyśmy na tym patrzeniu spędzić cały dzień, ale w końcu jednak decydujemy się na wyjście.

Jest zima i są dzieci, co oznacza kombinezony, spodnie, rękawiczki, szaliki… znacie to. Od samego ubierania jesteśmy zmęczeni 🙂 Ale kto jak nie my – w końcu dajemy radę! Wsiadamy do auta i podjeżdżamy do najwyżej położonej dzielnicy Zakopanego – Toporowej Cyrhli (992 m n.p.m). Auto zostawiamy na prywatnym parkingu przed jednym z pensjonatów przy głównej ulicy. Nie ma w tej okolicy ogólnodostępnego parkingu, a pobocza są zasypane śniegiem, więc nie ryzykujemy konieczności wydobywania auta z zaspy . Doubieramy to, co zdążyliśmy zdjąć jadąc autem (czapki, rękawiczki, szaliki…) i w końcu ruszamy.

Toporowa Cyrhla – Polana Kopieniec

Zgodnie z sugestią właściciela parkingu – zamiast szosą dość do początku szlaków zielonego i czerwonego, kierujemy się od razu drogą między domami. W ten sposób omijamy kilkadziesiąt metrów przejścia poboczem ruchliwej i oblodzonej szosy. Przy ostatnim gospodarstwie z bacówką skręcamy w prawo i po chwili łączymy się z właściwym szlakiem. Po śladach na śniegu widać, że nie tylko my skorzystaliśmy z takiego dojścia. Jakieś 200 metrów dalej mijamy tablicę informującą, że wkraczamy na teren Tatrzańskiego Parku Narodowego. W tym miejscu powinniśmy napisać, że wchodzimy do lasu, ale przed kilkoma laty wielka wichura w ledwie parę chwil zamieniła tutejszy krajobraz. Zamiast lasu pozostały jedynie niewielkie skupiska drzew.

Kasa Biletowa TPN

Niedługo później trafiamy na budkę kasy biletowej TPN. Zamknięta na cztery spusty. Przed nami idzie grupka osób, więc – zajęci rozmową – kierujemy się za nimi. Jak się okazuje, poszliśmy nie szlakiem, ale ścieżką do niego równoległą. Różnica paru metrów i krajobrazu – wzdłuż szlaku drzewa są połamane, na naszej ścieżce nie. Pokonujemy kolejne 400 metrów spaceru w ściegu, dochodzimy do rozwidlenia szlaków przy drewnianym mostku. Możemy stąd czerwonym szlakiem dotrzeć na Równień Waksmundzką oraz Psią Trawkę, albo iść dalej zielonym wprost na Polanę Kopieniec i potem Kopieniec Wielki. Rzecz jasna wybieramy szlak zielony.

Jak dotąd szliśmy praktycznie po płaskim – jesteśmy ledwo 100 metrów wyżej niż na początku wędrówki – dlatego też ze zdziwieniem odkrywam, że za nami już połowa trasy. Nikt nie zdążył się zmęczyć.;) Młodszy jak zwykle zadowowolony w nosidle, Starszy również nie zgłasza uwag. Może dlatego, że wokół śnieg – mnóstwo prawdziwego, białego puchu. Kiedy się ma 7 lat oznacza to tonę możliwości zabawy. Nie ma czasu, na legendarne pytanie: A daleeeko jeszcze?:) Korzystamy z krótkiej przerwy przy wspomnianym mostku i zakładamy na nogi raczki. Co prawda póki co szkło się bez kłopotów, ale w tym miejscu widać, że dalsza droga będzie już bardziej pod górę. Dla Starszaka będzie to pierwszy raz w raczkach, co wywołuje u niego poczucie dumy.

Polana Kopieniec

Ruszamy dalej, teraz już przez las. Podczas kolejnych metrów prowadzących do Polany w końcu czuć, że idziemy pod górę. Przewyższenie nie jest znaczące, ani męczące, ale jednak namacalne. Już po kilku minutach decyzja o założeniu raczków okazuje się bardzo słuszna. Krótkie, ale dość strome podejście (pod śniegiem widać, że idziemy po drewnianych schodach), pokonujemy w try migi w przeciwieństwie do mijanej grupy osób, która zamiast wchodzić – zjeżdża.

Jest pięknie. Drzewa uginają się od śniegu, nogi w śniegu się zapadają. Świeżo przetarta ścieżka, którą się poruszamy, a obok nas nienaruszona biel. Można by tak iść i iść… ale – zupełnie nagle – drzewa przerzedzają się, a przed nami ukazuje się wierzchołki Świnicy i Pośredniej Turni. Oznacza to, że znajdujemy się na północnym skraju Polany Kopieniec na wysokości 1220m n.p.m.

I – wow! Marcin bardzo lubi polany, ja jak dotąd nie byłam ich wielbicielką. Ale rozważam, czy nie zmienić zdania.;) Rozległa biała przestrzeń. Z każdym kolejnym krokiem horyzont się rozszerza, a wraz z nim rozpoznajemy kolejne szczyty górujące powyżej ściany las, która zamyka polanę od południa. Perspektywa sięga od Kasprowego Wierchu po prawej po Kończystą po lewej. Centralnie przed nami wyróżnia się natomiast biały trójkąt Żółtej Turni. Jeśli spojrzeć poniżej – jest równie pięknie. Wokół nas gładka biel. Polana niczym śnieżne jezioro, na którym zacumowało kilkanaście drewnianych szałasów. Całość tego niesamowitego miejsca od zachodu zamyka zalesiony szczyt Kopieniec Wielki, na który niebawem się wdrapiemy.

Pozostałość Hali Skupieniowej

Sama polana jest pozostałością po Hali Skupniowej, która dawniej obejmowała większość okolicznych dolin i szczytów. W latach 60. XX wieku tereny te przymusem zostały wykupione i włączone w granice TPN-u. Cel: powstrzymanie nadmiernego wypasu owiec. Był on tu tego stopnia intensywny, że doprowadził do zniszczeń w roślinności (została zadeptana!). Obecnie prowadzi się tu wyłącznie tzw. wypas kulturowy, dzięki czemu zbocza Wielkiego Kopieńca mają szansę się zregenerować. Środkiem polany okresowo przepływa Chłabowski Potok, na jego drugim brzegu znajduje się jedenaście zabytkowych szałasów jako pamiątka po prężnie rozwijającym się w tym miejscu pasterstwie.

Przechodzimy przez mostek nad korytem potoku. Do wnętrza szałasów nie można wchodzić, ale przy niektórych znajdują się ławeczki. Siadamy na jednej z nich, oparci o surowe drewno. Właściwie nie musielibyśmy iść dalej. Można tu zostać i cieszyć oczy… Starszy szaleje w śniegu, Młodszy próbuje naśladować brata. Grzejemy się ciepłą herbatą, dodajemy sobie energii czekoladą. Jest przyjemnie. Wokół zaledwie pojedyncze osoby. Tatry, a jednak spokojne, ciche i puste.

Kopieniec Wielki ostatnie podejście

W nastrojowe rozważania wdziera się zupełnie praktyczna myśl. Powinniśmy wejść i zejść, za nim dzieci zgłodnieją. Zwłaszcza Młodszy, z którym ciężej negocjować.:) Zbieramy więc nasze obozowisko i ruszamy w stronę szczytu. Wygląda bardzo niepozornie, ale już niebawem przekonamy się, że nie warto oceniać góry patrząc na nią z dołu.

Na Kopieniec Wielki można dostać się na dwa sposoby: od południa – drogą krótszą, ale bardziej stromą lub od północy – lżejszym, ale dłuższym podejściem. Wybieramy pierwszą opcję. Musimy przejść na południowy skraj Polany. Mijamy ławeczkę i stajemy przed drogą na szczyt. No, no! Nie ma tego dużo – niecałe 100 metrów przewyższenia na 300 metrów odległości. Ale nachylenie wygląda dość konkretnie. Jak już wspominaliśmy mamy raczki i kije – bez tego zimą byłoby ciężko. Szlak prowadzi zakosami, więc ryzyko by spaść niewielkie, ale poślizgnąć się i sturlać jak najbardziej da radę.

Kopieniec Wielki szczyt

Wchodzimy zakosami, co rusz przystając i oglądając się za siebie, bo z każdym krokiem wyłania się coraz szersza panorama. Gór przed nami, ale też srebrzących się w śniegu lasów świerkowych nad które wchodzimy. Po mniej więcej kwadransie jesteśmy na szczycie. Kopieniec Wielki 1328 m n.p.m. zdobyty! Jesteśmy w części Tatr Zachodnich – od niedawna też klasyfikowanej osobno zaliczanych jako Tatry Reglowe. Szczyt o wysokości dość lichej jak na Tatry, ale zarzekam się – jako wielbicielka gór wysokich – jedne z lepszych tatrzańskich widoków!

Ze szczytu rozpościera się panorama na cztery strony świata. Widać stąd obydwa symboliczne krańce Tatr, opisywane już przez XIX-wiecznych polskich literatów. Są to odpowiednio Hawrań na wschodzie i Osobita na zachodzie. Oba szczyty znajdują się na Słowacji i nie są dostępne turystycznie. Pomiędzy nimi możemy rozpoznać wiele znanych wierzchołków.

Na wschodzie widzimy te niemal najwyższe jak Lodowy Szczyt i Łomnicę, na południu doskonale możemy rozpoznać grań Orlej Perci od Koszystej przez Granaty i Kozi Wierch, jest i Kościelec, a na prawo od niego fragment głównej grani Tatr ze Świnicą, Kasprowym Wierchem po Kopę Kondracką i Małołączniak.

Na zachodzie wyróżnia się Giewont, a za nim można dostrzec jeszcze Kominiarski Wierch i ostatni szczyt czyli Osobitą. Oczywiście warto też spojrzeć na północ, by móc dostrzec całe Podhale, a za nim Beskid Żywiecki z Pilskiem i Babią Górą, Gorce, Pieniny i nawet Beskid Sądecki.

Na szczycie oprócz nas znajdują się dwa zespoły.;) Wszyscy robią zdjęcia jak oszalali. Bo i jest co fotografować. Spędzamy tam trochę czasu, ale w końcu myśl o ciepłym posiłku pcha nas w dół.

Powrót do Toporowej Cyrhli

Schodzimy odwrotnie niż wchodziliśmy – północnym stokiem. Nachylenie jest dużo bardziej łagodne, szlak prowadzi pięknie między drzewami. Starszy wykorzystuje ścieżkę, żeby zjeżdżać na spodniach. Ja też próbuję, ale hamuje mnie plecak odbierając frajdę. Po 10-15 minutach jesteśmy ponownie u wejścia na Polanę Kopieniec. Skręcamy w lewo na dobrze już znany sobie szlak. Tym razem cała drogę przechodzimy według szlakówek, żadnych odbić na boczne ścieżki. 40 minut i docieramy do auta. Nieszczególnie zmęczeni, ale zachwyceni widokami.

Informacje praktyczne

  • Najwyższy punkt: 1328m n.p.m
  • Trasa: 4,6km oraz 338m przewyższenia
  • Parking prywatny (płatny) przy ulicy Cyrhla
  • Na Polanie Kopieniec jest piękne miejsce do odpoczynku
  • Zimowe wejście na Wielki Kopieniec od południowej strony – bardzo przydatne są raczki

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *