Turbacz. Podobno nie ma nam czego zazdrościć

Zdobyliśmy Turbacz,podczas gdy byłeś w szkole. Zazdrościsz nam? – takim pytaniem przywitaliśmy Starszaka, kiedy odebraliśmy go ze szkoły tuż przed zamknięciem świetlicy. – W sumie to współczuję. Jestem wypoczęty, a wy musieliście się męczyć.

Plan na ten dzień był bez skazy – Starszak w szkole, my z Młodszym hops w góry. Szybciutkie wejście na Turbacz z Koninek niebieskim szlakiem, zejście zielonym i – jak gdyby nigdy nic – powrót do placówki oświatowej po dziecko. Mamy październik, a w Gorcach ostatnio byliśmy w czerwcu – trochę zatęskniliśmy za tym pasmem. Ponieważ jednak szybkie poranki z niemowlakiem to coś, czego wciąż nie potrafimy wdrożyć, wyjechaliśmy z domu ponad godzinę później niż zakładaliśmy. To z kolei poskutkowało tym, że mieliśmy mniej czasu i musieliśmy odpuścić opcję pętelki i zejść trasą, którą wchodziliśmy. Trochę szkoda, ale i tak było super!

Turbacz z Koninek. Parking

Start z Koninek z parkingu przy dolnej stacji wyciągu Tobołów. Opłacamy postój samochodu (20zł – 2021 rok inflacji), kupujemy bilety wstępu do Gorczańskiego Parku Narodowego i w długą! Chwila podejścia asfaltem, mijamy bramę wstępu do GPN, Ośrodek Wypoczynkowy Ostoja Koninki tuż za nim skręcamy w lewo. Według znaku na Turbacz pozostało nam 2,5h wędrówki niebieskim szlakiem. Idziemy szeroką kamienistą drogą wzdłuż potoku Turbacz, mijamy miejsce biwakowe GPN na polanie Oberówka i po mniej więcej kilometrze przejścia skręcamy w prawo.

Od teraz czeka nas wymagające podejście. Od najbliższej polany dzieli nas 2,5 kilometra i 350 metrów przewyższenia. Trasa prowadzi zakosami przez bukowy las. Momentami jest dość stromo, dlatego szlak zamienia się w drewniane schody. Co pewien czas mijamy kolejne numery oznaczające przystanki ścieżki edukacyjnej Dolina Potoku Turbacz. Szkoda, że prócz słupka z numerem nie ma na nich żadnych informacji merytorycznych. Te są do znalezienia jedynie w przewodnikach dostępnych w kasach GPN. Zainteresowani tematem muszą więc pamiętać, by z kasy biletowej zabrać broszurę z opisem ścieżki.

Polany w drodze na Turbacz

Po pochmurnym poranku zza drzew powoli wyłania się październikowe słońce. Mijamy Polanę Szałasiko, za którą znajduje się tabliczka informująca, że wkraczamy w obszar ochrony ścisłej: teren dawnego Rezerwatu Turbacz. Jest to najstarszy w Gorcach, a drugi w całych polskich Karpatach obszar chroniący pierwotne lasy puszczy karpackiej. Warto się przyjrzeć bogactwu, które kryje w sobie tutejszy las.

Po około 45 minutach dochodzimy do Polany Średnie. Było zimno, a jest ciepło – czas więc na zmianę stylówki Młodszego. Jak na razie jesteśmy na szlaku zupełnie sami, co – nie ukrywamy – bardzo nam odpowiada. Między czubkami drzew ukazuje się nasz cel: szczyt Turbacza. Marcin jest zakochany w gorczańskich polanach, wobec czego próbuje przekonać mnie, byśmy zostali tu jak najdłużej. Słońce, trawy, cisza – sypie argumentami.

Jednak pomna tego, że o 17 zamykają świetlicę w szkole oddalonej o kilkadziesiąt kilometrów od miejsca, w którym obecnie się znajdujemy, nie daję się nabrać na dłuższe przerwy. Marcin co prawda twierdzi, że jest to nadmierny niepokój, ale stosunkowo szybko ruszamy dalej.

Czoło Turbacza

Po mniej więcej 20 minutach docieramy do węzła szlaków, gdzie łączymy się ze szlakiem zielonym z miejscowości Niedźwiedź. I tu – jeśli tylko spojrzymy za siebie – zaczynają się widoki. Za nami Luboń i Szczebel – Beskid Wyspowy spogląda przyjaźnie.

Chwila podejścia schodkami i jesteśmy na Czole Turbacza (1259m n.p.m.). Jest to piąty co do wysokości szczyt w Gorcach. Ani on wybitny, ani wyróżniający się – łatwo byłoby go przeoczyć, gdyby nie niewielka wychodnia skalna pod nogami. Jeszcze kilka kroków w dół do miejsca zwanego Diabelskim Kamieniem. Tu otwiera się przed nami szeroka panorama z widokiem na Halę Turbacz, szczyt Turbacza oraz wschodnie partie Gorców.

Polany są fajne, bo dają poczucie przestrzeni, widoki, no i rzecz jasna bardzo kojarzą się z Gorcami. To właśnie tutaj już od XVIII wieku intensywnie przekształcano lasy w polany potrzebne do wypasu zwierząt. A zarazem Gorce stanowiły drugi po Tatrach ośrodek pasterstwa w polskich Karpatach. Obecnie, kiedy od lat już nie wypasa się tu zwierząt, polany samoistnie ulegają zarastaniu – wchodzą tam drzewa i krzewy, a ich powierzchnia ulega zmniejszeniu.

Hala Turbacz

Tuż pod Czołem Turbacza, ledwie 27 metrów niżej niż szczyt, znajduje się. Jest szczególnie łatwa do zapamiętania, ze względu na to, iż większa niż polany wokół, leży ledwie pół kilometra przed schroniskiem, a na dodatek postawiono na niej drewniany ołtarz. I jeszcze z atrakcji sezonowych- wiosną obficie kwitną tu krokusy.

My jednak mamy w sobie żądzę jak najszybszego dostania się na szczyt (świetlica, którą zamykają i Starszak w tejże!), mkniemy więc przez polanę, tak że ledwie zdążę zrobić zdjęcia. Znaki prowadzą w lewo. Żółtym-niebieskim-zielonym do schroniska. Ale któżby się przejmował szlakówkami… na pewno nie Marcin. W związku z tym skręcamy lekko w prawo, w kierunku Szałasowego Otłarza, na drogę bez szlaku. Marcin z Młodszym przedziera się przez błoto i kałuże, ja za nimi. I nagle – niespodzianka – wchodzimy na czerwony szlak od strony Rabki Zdrój (jest to fragment Głównego Szlaku Beskidziego) wprost na szczyt Turbacza.

Właściwie to trudno wyjaśnić, dlaczego ten krótki odcinek drogi od Hali Turbacz nie jest znakowany pieszym szlakiem – mimo że rowerowym i narciarskim już tak. A jest to krótsza oraz ciekawsza droga na najwyższy szczyt Gorców niż ta od strony schroniska. Trzeba pamiętać, że sam Turbacz jak i Hala Turbacza są poza obszarem GPN, dlatego też bez przeszkód możemy poruszać się tam nie patrząc na oznaczenia.

Przed nami najładniejszy odcinek trasy. Ledwie kwadrans, lecz jakże uroczy – wąska ścieżka między pozostałościami obumarłego świerkowego lasu i rodzącymi się młodymi drzewami. To wszystko poprzetykane złoto-czerwonymi trawami oraz krzewami jagód i młodych brzózek. Bajkowo!

Turbacz szczyt

W końcu widzimy kamienny obelisk, co oznacza, że jesteśmy na wysokości 1310 m n.p.m. Turbacz zdobyty. Widoki może nie są oszałamiające – w samych Gorcach można znaleźć bardziej bardziej widokowe miejsca. Ale i tak jest gdzie skierować swój wzrok. Pamiętajmy, że jest to nie jest nam to dane na zawsze: jeszcze kilka lat temu szczyt był zarośnięty gęstym lasem, który pewnie za kilka lub kilkanaście lat powróci przysłaniając panoramy.

Jesienna aura sprzyja. Mamy duży zapas czasu, wszystko wskazuje na to, że zdążymy do szkoły zanim ją zamkną, wyciągamy więc termos i bułki, łapiemy promienie październikowego słońca. Poza jest pusto i cicho. Ledwie dwie pary oprócz naszej trójki, Młodszy skubie trawę… nikt od nas niczego nie chce. Błogi spokój. Do czasu. Nagły tupot stóp i krzyki wdzierają się w tę sielską atmosferę. Spoglądamy w stronę czerwonego szlaku, skąd dobiegają hałasy – wycieczka szkolna. Dużo, bardzo dużo dzieci. Dwie albo trzy klasy przekrzykujących się nawzajem nastolatków. Nie po to zostawiliśmy własne dziecko w szkole, żeby mierzyć się z innymi. Rzucamy sobie z Marcinem szybkie spojrzenia – ewakuacja. Pakujemy termos, kurtki i Młodszego do nosidła i w popłochu uciekamy ze szczytu.

Schronisko PTTK na Turbaczu

Idziemy w przeciwnym kierunku, niż ten, którym weszliśmy. Tam – na wysokości 1283 m n.p.m. mieści się Schronisko PTTK im. Władysława Orkana na Turbaczu. Duży budynek na aż 120 miejsc noclegowych z fajnie zagospodarowaną przestrzenią przed schroniskiem. Sporo osób swoją wędrówkę na Turbacz kończy tutaj, pomijając szczyt. Polecam jednak podjąć wysiłek wejścia ciut wyżej na sam wierzchołek.

Siadamy w schronisku, żeby się trochę ogrzać, bo na zewnątrz słonecznie lecz wietrznie. Menu w schronisku kusi swoją różnorodnością… rozważamy ważką decyzję – zamówić coś, czy nie zamówić, kiedy słyszymy znajomy już tupot dziesiątek stóp. Dogoniła nas szkolna wycieczka. Dzieciaki są z wyglądu bardzo sympatyczne, ale jednak mają wspólną cechę wszystkich grup dziecięcych – są głośne. Zwijamy manatki i wracamy do auta. Zupa oscypkowa poczeka na kolejną wizytę w schronisku. Wracamy przez Halę Turbacz i stamtąd tak samo niebieskim szlakiem wprost do samochodu. A stamtąd – wprost do szkoły. Wpadamy tam zabłoceni, z rozwianymi górskim wiatrem włosami. I wtedy właśnie Starszak spojrzał na nas krytycznie składając wyrazy współczucia dla naszego zmęczenia.

Mimo wszystko, wolimy góry niż szkołę.

Informacje praktyczne

  • Najwyższy punkt: 1310m m.pm.
  • Czas przejścia wg. mapy z Koninek to 2,5h
  • Parking Koninki Hucisko jest płatny (nawet w środku tygodnia w październiku)
  • Schronisko PTTK znajduje się około 10 min poniżej szczytu – nie poprzestawajcie na nim.;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.