Turbacz. Podobno nie ma nam czego zazdrościć

Zdobyliśmy Turbacz, kiedy byłeś w szkole. Zazdrościsz nam? – takim pytaniem przywitaliśmy Starszaka, kiedy odebraliśmy go ze szkoły tuż przed zamknięciem świetlicy. – W sumie to współczuję. Jestem wypoczęty, a wy musieliście się męczyć.

Plan na ten dzień był bez skazy – Starszak w szkole, my z Młodszym hops w góry. Szybciutkie wejście na Turbacz z Koninek niebieskim szlakiem, zejście zielonym i – jak gdyby nigdy nic – powrót do placówki oświatowej po dziecko. Mamy październik, a w Gorcach ostatnio byliśmy w czerwcu – trochę zatęskniliśmy za tym pasmem. Ponieważ jednak szybkie poranki z niemowlakiem to coś, czego wciąż nie potrafimy wdrożyć, wyjechaliśmy z domu ponad godzinę później niż zakładał plan. To z kolei poskutkowało tym, że mieliśmy mniej czasu i musieliśmy odpuścić plan pętelki i zejść trasą, którą wchodziliśmy. Trochę szkoda, ale i tak było super!

Turbacz z Koninek. Parking

Start na parkingu Koninki-Hucisko. Opłacamy postój samochodu, kupujemy bilety wstępu do Gorczańskiego Parki Narodowego i w długą! Chwila podejścia asfaltem, mijamy bramę wstępu do GPN, Ośrodek Narciarski Koninki tuż za nim skręcamy w lewo. Według znaku na Turbacz pozostało nam 2,5h wędrówki. Idziemy szeroką kamienistą drogą wzdłuż potoku Turbacz, mijamy pole biwakowe na polanie Oberówka i po mniej więcej kilometrze przejścia skręcamy w prawo.

Od teraz czeka nas podejście lasem. Od najbliższej polany dzieli nas 2,5 kilometra i 350m przewyższenia. Momentami jest dość stromo. Po pochmurnym poranku zza drzew powoli wyłania się październikowe słońce więc wędrówka jest przyjemna. Po około 40 minutach dochodzimy do Polany Średnie. Było zimno, a jest ciepło – czas na zmianę stylówki Młodszego. Jak na razie jesteśmy na szlaku zupełnie sami, co – nie ukrywamy – bardzo nam odpowiada.

Czoło Turbacza

Pomna tego, że o 17 zamykają świetlicę w szkole kilkadziesiąt kilometrów od miejsca, gdzie obecnie się znajdujemy, nie pozwalam na dłuższe przerwy. Marcin co prawda twierdzi, że jest to nadmierny niepokój, ale szybko ruszamy dalej. Po mniej więcej 20 minutach docieramy do skrzyżowania pod Czołem Turbacza. I tu – jeśli tylko spojrzymy za siebie – zaczynają się widoki. Za nami Luboń i Szczebel – Beskid Wyspowy spogląda przyjaźnie.

Chwila podejścia schodkami i jesteśmy na Czole Turbacza (1259m n.p.m.). Jest to piąty co do wysokości szczyt leżący w masywie Turbacza. Ani on wybitny, ani wyróżniający się – łatwo byłoby przeoczyć, gdyby nie charakterystyczne polany na jego grzbiecie. Polana Czoło Turbacza na północno-zachodniej stronie i Hala Turbacza na południowym-wschodzie.

Polany są fajne, bo dają poczucie przestrzeni, widoki, no i rzecz jasna bardzo kojarzą się właśnie z Gorcami. Swego czasu szukałam odpowiedzi na pytanie, czy to tylko nasze skojarzenie z tym pasmem, czy jest to powszechne. Dotarłam do ciekawych informacji, że a) w Gorcach już od XVIII wieku intensywnie przekształcano lasy w polany potrzebne do wypasu zwierząt b) był to drugi po Tatrach ośrodek pasterstwa w polskich Karpatach. Obecnie, kiedy od lat już nie wypasa się tu zwierząt, polany samoistnie ulegają zarastaniu – wchodzą tam drzewa i krzewy, a ich powierzchnia się zmniejsza. Niemniej odpowiedź na moje pytanie, czy Gorce=polany jest powszechnym skojarzeniem brzmi twierdząco. to nie tylko nasze skojarzenie, ale fakt.

Hala Turbacz

Tuż nad Czołem Turbacza, ledwie 27 metrów wyżej niż szczyt, znajduje się kolejna polana – Hala Turbacz. Jest szczególnie łatwa do zapamiętania, ze względu na to, iż jest większa niż polany wokół, leży ledwie pół kilometra przed schroniskiem i postawiono na niej drewniany ołtarz. I jeszcze z atrakcji czasowych – latem obficie kwitną tu krokusy.

My jednak mamy w sobie żądzę jak najszybszego dostania się na szczyt (świetlica, którą zamykają i Starszak w tejże!), mkniemy więc przez polanę, tak że ledwie zdążę zrobić zdjęcia. Znaki prowadzą w lewo. Żółtym-niebieskim-zielonym do schroniska. Ale któżby się przejmował szlakówkami… na pewno nie Marcin. W związku z tym skręcamy lekko w prawo, na drogę bez szlaku. Marcin z Młodszym przedziera się przez błoto i kałuże, ja za nimi. I nagle – niespodzianka – wchodzimy na czerwony szlak prowadzący ze Schroniska na Czerwonych Wierchach wprost na szczyt Turbacza. Przed nami najładniejszy odcinek trasy. Ledwie kwadrans, lecz uroczy – wąska ścieżka między drzewami – złoto-czerwonymi lub zupełnie ogołoconymi z liści.

Turbacz szczyt

W końcu widzimy kamienny obelisk, co oznacza, że jesteśmy na wysokości 1310 m n.p.m. Turbacz zdobyty. Widoki może nie są oszałamiające – kopulasty szczyt Turabacza jest zarośnięty lasem świerkowym – ale i tak jest bardzo przyjemnie. Jesienna aura sprzyja. Mamy duży zapas czasu, wszystko wskazuje na to, że zdążymy do szkoły zanim ją zamkną, wyciągamy więc termos i bułki, łapiemy promienie październikowego słońca. Poza jest pusto i cicho. Ledwie dwie pary oprócz naszej trójki, Młodszy skubie trawę… nikt od nas niczego nie chce. Błogi spokój. Do czasu. Nagły tupot stóp i krzyki wdzierają się w tę sielską atmosferę. Spoglądamy w stronę czerwonego szlaku, skąd dobiegają hałasy – wycieczka szkolna. Dużo, bardzo dużo dzieci. Dwie albo trzy klasy przekrzykujących się nawzajem nastolatków. Nie po to zostawiliśmy własne dziecko w szkole, żeby mierzyć się z innymi. Rzucamy sobie z Marcinem szybkie spojrzenia – ewakuacja. Pakujemy termos, kurtki i Młodszego do nosidła i w popłochu uciekamy ze szczytu.

Schronisko PTTK na Turbaczu

Idziemy w przeciwnym kierunku, niż ten, którym weszliśmy – w stronę Hali Długiej, a dokładniej znajdującej się na niej Polany Wolnica. Tam – na wysokości 1283 m n.p.m. mieści się Schronisko PTTK im. Władysława Orkana na Turbaczu. Duży budynek na aż 120 miejsc noclegowych z fajnie zagospodarowaną przestrzenią przed schroniskiem. Sporo osób swoją wędrówkę na Turbacz kończy tutaj, pomijając szczyt. Polecam jednak podjąć wysiłek wejścia ciut wyżej na sam wierzchołek.

Siadamy w schronisku, żeby się trochę ogrzać, bo na zewnątrz słonecznie lecz wietrznie. Menu w schronisku kusi swoją różnorodnością… rozważamy ważką decyzję – zamówić coś, czy nie zamówić, kiedy słyszymy znajomy już tupot dziesiątek stóp. Dogoniła nas szkolna wycieczka. Dzieciaki są z wyglądu bardzo sympatyczne, ale jednak mają wspólną cechę wszystkich grup dziecięcych – są głośne. Zwijamy manatki i wracamy do auta. Zupa oscypkowa poczeka na kolejną wizytę w schronisku. Wracamy na Halę Turbacz i stamtąd niebieskim szlakiem wprost do samochodu. A stamtąd – wprost do szkoły. Wpadamy tam zabłoceni, z rozwianymi górskim wiatrem włosami. I wtedy właśnie Starszak spojrzał na nas krytycznie składając wyrazy współczucia dla naszego zmęczenia.

Mimo wszystko, wolimy góry niż szkołę.

Informacje praktyczne

  • Najwyższy punkt: 1310m m.pm.
  • Czas przejścia wg. mapy z Koninek to 2,5h.
  • Parking Koninki Hucisko jest płatny (nawet w środku tygodnia w październiku)
  • Schronisko PTTK znajduje się około 10 min poniżej szczytu – nie poprzestawajcie na nim;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *