Śnieżnik w Masywie Śnieżnika. Zachwyt i dystans

Na temat tej wycieczki mamy podzielone zdania. Marcin jest zachwycony, różnorodnością krajobrazu i ciekawą trasą. Mi czegoś zabrakło. Niby droga ciekawa, widoki piękne… ale nie zaiskrzyło. Możecie więc przeczytać, jak zdobywaliśmy Śnieżnik i utożsamić się z jednym z nas;)

To nasza kolejna wizyta na tym szczycie. Po raz pierwszy Śnieżnik zdobywaliśmy 5 lat temu tylko ze Starszakiem, kiedy jeszcze Starszakiem nie był. Szliśmy wówczas z Międzygórza. Teraz wróciliśmy też z Młodszym i żeby nie iść wydeptanym szlakiem, wybraliśmy szlak prowadzący z Kamienicy leżącej niedaleko Stronia Śląskiego.

Śnieżnik – żółtym szlakiem z Kamienicy

Parking znajduje się tuż przy wejściu na szlak żółty i niebieski. Znaki informują, że wybierając niebieski, Śnieżnik będzie do zdobycia po 3,5h. My na szczęście idziemy żółtym… bliżej nie będzie ale nie ma znaków, które straszą już na początku wędrówki.

Droga prowadzi prosto, najpierw około pół kilometra przez miejscowość. Kamienica jest zaskakująco zadbana. Rzadko zdarzają się, aż tak pieczołowicie ozdobione wioski – tu rzeźbione grzybki, tu ozdobna altanka…nawet na moście nad rzeką Kamienicą powieszone są doniczki z kwiatami. Wygląda to jak przyjemne miejsce, żeby zatrzymać się na dłużej.

Głęboka Jama

W pewnym momencie asfalt się kończy i wchodzimy do lasu. Szlakowskaz pokazuje, że do Głębokiej Jamy, czyli miejsca, gdzie kończy się żółty szlak, pozostało nam 1h15min. Ten odcinek wiedzie cały czas lasem (większość naszej dzisiejszej wędrówki będzie prowadzić lasem). Na niemal 4 kilometrowym odcinku musimy pokonać 300 metrów przewyższenia więc jest ono odczuwalne. Na początku idziemy po płaskim, ale pojawiają się dość i bardzo strome odcinki.

Kilkukrotnie przecinamy rzekę, by 500 metrów przed zejściem z żółtego szlaku ostatecznie się z nią pożegnać. Musimy zejść ze z szutrowej drogi jaką szliśmy, „przeprawić się” przez Kamienicę skacząc po kamieniach by przedostać się na wąską ścieżkę między zaroślami. Przez chwilę mam wątpliwość, czy nie zgubiliśmy trasy, ale nie. Jesteśmy tam, gdzie chcieliśmy być. Po mniej więcej kwadransie podejścia docieramy do Głębokiej Jamy (960m n.p.m.), która nie jest żadną mroczną jaskinią, ale po prostu obniżeniem zbocza…

Śnieżnik – zielony szlak wzdłuż granicy

Jesteśmy właśnie na granicy polsko-czeskiej. Spędzamy tu chwilę tworząc mały punkt medyczny – Starszak miał drobny wypadek, konieczne jest odnalezienie plastrów. I wybranie najładniejszego! Ruszamy. Do szczytu pozostało nam 4,7km, idziemy wschodnim grzbietem Śnieżnika, wciąż granicą, ale po polskiej stronie. Wybraliśmy szlak zielony, który prowadzi prostą drogą. Najpierw szlak (teraz już zielony) wiedzie – zaskoczenie! – lasem. Błoto, konary, kamienie, trzeba uważać na kroki. Równolegle do niego, już po czeskiej stronie wiedzie bardziej zygzakowaty szlak czeski. Większość czasu znów spędzamy w lesie – konary, kamienie, błoto – trzeba uważać na kroki.

Wraz z nabieraniem wysokości wychodzimy jednak lasu i pojawiają się panoramy – głównie na Góry Bialskie i Dolinę Morawy w Czechach. W oddali prześwituje też nasz cel – Śnieżnik. Łatwy do rozpoznania, gdyż trwają na nim prace remontowe – stawiana jest wieża widokowa. Z oddali widać więc wysokie maszyny.

Lawirujemy teraz między granicami – raz polska, raz czeska. Wybieramy na przykład czeską stronę, kiedy chcemy przejść kładką między bagnami. Po polskiej stronie kładki brak i jest błoto do ugrzęźnięcia. Przechodzimy kawałek – a jakżeby! – lasu, by wyjść z niego wprost na jagodowiska. Musimy pokonać strome podejście, na szczęście widzimy już coś więcej niż drzewa. Znów wracają widoki.

Słoń pod Śnieżnikiem i Schronisko księcia Liechensteina

Mniej więc pół kilometra przed Śnieżnikiem odbijamy z zielonego szlaku na czeską stronę. Tutaj, na szlaku żółto-czerwonym znajduje się pozostałość po Schronisku księcia Liechensteina. Pozostałość to trochę duże słowo – literalnie znajduje się tu rzeźba słonika na cokole. Postawiona w 1932 roku przez członków niemieckiego stowarzyszenia artystycznego Jescher. Podobno w schronisku spotykali się artyści niemieccy i czescy – dowód, że sztuka zbliża ludzi. Wszyscy wiemy przecież, co wydarzyło się między Czechosłowacją, a Niemcami kilka lat później. Polityka nie jest tak łaskawa.

Samo schronisko, postawione w 1912 rozebrano w 1971 roku. Niestety wojny i zmiany granic bardzo dotknęły Sudety. A podobno był to jeden z najlepiej wyposażonych górskich obiektów jak na swoje czasy. Już w dwudziestoleciu między wojennym miał elektryczność i łączność telefoniczną. To nie był wówczas standard. Zawsze w takich miejscach nasuwa mi się pytanie – co też pozostanie po nas? W którym kierunku zawieje wiatr historii?

Źródło rzeki Morawa

Słonika ciężko sfotografować, bo też amatorów wspólnej fotki jest sporo. Spędzamy tam chwilę, zwłaszcza Starszak jest zadowolony. W końcu pierwszy słoń spotkany w górach. Kiedy już nacieszymy się obecnością zwierzaka, ruszamy do góry. Śnieżnik już blisko, wyraźnie widzimy nasz cel. Zanim tam dojdziemy czeka nas jeszcze jedna mała atrakcja – źródło rzeki Morawa. Tu, na południowym stoku Śnieżnika, na wysokości około 1380m n.p.m. ma swój początek, by 352 kilometry później wpaść do Dunaju, a w ostateczności do Morza Czarnego.

Śnieżnik

Mijamy źródło Morawy i wdrapujemy się na Śnieżnik (1423 m n.p.m). Znajdujemy się w Sudetach Wschodnich, na najwyższym szczycie Masywu Śnieżnika. Sam szczyt jest rozległy i kopulasty. Turystów jest całkiem dużo, ale głównie na południowym zboczu – tu widoki są najlepsze, gdyż nie zasłaniają ich okoliczne szczyty. Można więc podziwiać CO???

Snieznik

My szukamy spokoju, siadamy w mniej widokowym, ale zupełnie odludnym miejscu- na północno-zachodnim zboczu. Przed sobą mamy CO?? Za naszymi plecami wre budowa – na Śnieżniku za grube miliony euro stawiana jest wieża widokowa. Stawiana, mimo że niecałe 50 lat temu na szczyt zaproszono saperów z ładunkami wybuchowymi, które mieli podłożyć pod ówczesną wieżę…

Śnieżnik wieża widokowa

Historia wygląda po krótce tak. Śnieżnik panoramy ma piękne, ale szczy kopulasty. W związku z tym już pierwsi podróżnicy sugerują, że wieża dużo by dała. Dyskusje, zgody i niezgody toczą się blisko dwadzieścia lat i w ostateczności 1 899 roku otworzono tam wieżę imienia cesarza Wilhelma I Hohenzollerna. Był tam i bufet, i kilka miejsc noclegowych. Budowla znacznie podniosła ruch turystyczny w regionie. Co nie dziwi – my też preferujemy szczyty ze schroniskami.

Po II Wojnie Światowej ziemia kłodzka ze Śnieżnikiem została włączona do Polski. Z lekcji historii wiemy kto jak rządził wówczas w naszej części Europy. Zarówno wieża Polska wieża jak i schronisko ze Słonikiem po czechosłowackiej stronie nie były obiektami, o które warto by dbać. Na swoje nieszczęście przypominały też o dawnym monarchistycznym ustroju. I tak w latach 70 zdecydowano że obydwa obiekty zostaną zniszczone. Według oficjalnej narracji – gdyż ich stan techniczny stanowił zagrożenie.

Jeśli chodzi o wieżę na Śnieżniku, już kilka lat po jej zburzeniu zaczęto oficjalnie mówić, że decyzja była pochopna i niepotrzebna. Dlatego teraz – ledwie 48 lat później, zabranio się za jej odbudowę.

Schronisko PTTK na Hali pod Śnieżnikiem

Spędzamy na szczycie sporo czasu. Świeci na nas słońce, co jest cudowną odmianą po deszczowych dniach. Młodszy nie ma jak spaść więc hasa do woli. Starszy też nie próżnuje. W końcu jednak czas się zebrać. Ponieważ zaplanowaliśmy pętlę schodzimy zielonym szlakiem w stronę Hali pod Śnieżnikiem. Idziemy lasem. Gołoborza, formacje skalne, kępy jagód… Mapa wskazuje, że możemy zboczyć trochę na Jaskółcze Skały, skąd ponoć można podziwiać widoki na Morawę, jednak Starszak chce dotrzeć jak najszybciej do schroniska. Odpuszczamy więc nadrabianie drogi. Co do Schroniska mam wątpliwości, czy wogóle się tam zatrzymamy. Pamiętam sprzed lat i nie wspominam go jako miejsca, za którym tęsknię.

Docieramy tam po około 25 minutach i obawy się potwierdzają. Jedzenie bufetowe, kolejka długa, atmosfery brak. Schronisko PTTK na Hali pod Śnieżnikiem nie jest miejscem, w którym mamy chęć się zatrzymać. Mimo, że ma wielu sympatyków i długą historię, bo zbudowane zostało w 1871 roku. Składamy dziecku obietnicę, że gdy znajdziemy coś fajnego, to zjemy coś fajnego i odbijamy na niebieski szlak do Kamienicy.

Niebieski szlak do Kamienicy

Schronisko jest najdalszym w lini prostej punktem, w jakim znajdujemy się podczas tej wycieczki. W związku z tym do parkingu pozostało nam – bagatelka – jeszcze 7,3km i około 650 metrów w dół. W nogach mamy już ponad 8km i znów wchodzimy do lasu więc Starszak nie jest zachwycony. Marcin wprost przeciwnie. Młodszemu jak zazwyczaj wszystko jedno, a ja jestem pośrodku skali. Najpierw trawersujemy północno-zachodnie stoki Śnieżka okrążając Rezerwat Śnieżnik Kłodzki. Czeka nas jeszcze krótkie podejście zwieńczone urokliwym widokiem na północ – w kierunku Stronia Śląskiego.

Później już tylko w dół. Najpierw mniej więcej dwa kilometry stromą kamienistą drogą. Przy naszym obecnym zmęczeniu dość uciążliwą – wymagała dużej uwagi w omijaniu luźnych kamieni. Na wysokości szczytu Płaczka odpoczywamy przy wiatce. Starszak ma dość – jest nie tyle zmęczony, co znużony. Nie możemy mu powiedzieć, że zaraz będziemy na dole, bo przed nami wciąż jeszcze 4km! Sama jestem zdziwiona. Mam wrażenie, że niebieskim szlakiem idziemy już bardzo długo. Na szczęście tutaj łączymy się z wygodną szutrową drogą więc zejście będzie łatwiejsze. Trzeba już tylko pokonać dystans, bez czujnego spoglądania pod nogi.

Śnieżnik – rzecz gustu

Po około 40 minutach schodzimy do Kamienicy, kilka chwil na podejście do auta i mamy to – zakończyliśmy pętlę wokół Śnieżnika. Marcin jest zachwycony – tym, że szlak co rusz zmieniał swój charakter: najpierw łatwo, cicho i spokojnie, potem las gęstniał, ścieżka przecinała potok, przez który trzeba było się przeprawić. Nieco później granica polsko-czeska, las stawał się rzadszy, pojawiały się jagody i widoki, a potem łąka, słonik, Morawa, szczyt. Ja jestem bardziej zdystansowana – dla mnie za dużo lasu. No i schronisko, które mnie nie urzekło. Chociaż długość trasy jak najbardziej na tak. I do zrobienia z wprawionym w góry dzieckiem – mimo, że dla dziecka zejście jest już bardzo nużące.

Jak widać – jeden szczyt, wspólna trasa, a różne wrażenia. Jaki wniosek? Że każdy szlak najlepiej sprawdzić samemu. Nie ma co bezgranicznie wierzyć ludziom z internetu:)

Informacje praktyczne

  • Najwyższy punkt: 1423m n.pm.
  • Czas wejścia na szczyt wg. znaków to 3,5h.
  • Parking w miejscowości Kamienica jest bezpłany, ale malutki – nie jest to jednak najpopularniejszy kierunek wędrówki na Śnieżnik
  • Na trasie znajduje się schronisko „Na Śnieżniku”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *