Sewerynówka-Przehyba, czyli jak uniknąć tłumów w długi weekend

Jak w jeden z najbardziej popularnych weekendów w roku znaleźć ustronne miejsce w górach? Jest to całkiem możliwe! My wybraliśmy się w Beskid Sądecki, a konkretnie niebieski szlak na Przehybę z Sewerynówki… Kilka godzin na trasie, podczas których spotkaliśmy może z 10 osób. Jedynie przy schronisku na Przehybie było ich więcej.

Majówkę spędzaliśmy w uroczej Bacówce pod Bereśnikiem w Szczawnicy. Jest to jedna z bacówek powstałych wg. idei Edwarda Moskały. Chociaż – i tu ciekawostka – nie powstała ona wedle projektu typowego dla tych bacówek – jest przebudowaną dawną chatą góralską. Zamawiając posiłek w okienku bufetowym warto sobie wyobrazić, że było to kiedyś prawdziwe okno chaty. (Więcej o idei bacówek pisaliśmy przy okazji wpisu o Bacówce Jaworzec, jeśli Was to interesuje, warto zajrzeć).

Powszechne wyobrażenie – Szczawnica, czyli Pieniny. A tymczasem nie. Teren na północ od potoku Grajcarek, czyli właściwie cała Szczawnica, leży w Beskidzie Sądeckim. Jeszcze dokładniej – jesteśmy w Paśmie Radziejowej, jednym z dwóch – obok Pasma Jaworzyny – głównych części Beskidu Sądeckiego rozdzielonych doliną Popradu. Taka to geograficzna niespodzianka na start.

Szczawnica Sewerynówka – ruszamy na szlak

Samochód zostawiamy na parkingu tuż przy wodospadzie Zaskalnik. Jest to 5-metrowy, największy w Beskidzie Sądeckim, wodospad w dolnym biegu Sopotnickiego Potoku. Stanowi jedną z atrakcji Szczawnicy, odległość 3km od centrum miasteczka sprawia, że jest to częsty kierunek spacerów. Przy parkingu znajduje się spora trawiasta polanka, idealne miejsce na piknik. Chłopaki idą obejrzeć wodospad, do którego prowadzi stroma ścieżka po kamieniach. Starszak uwielbia takie miejsca, frajdę sprawia mu także skanie po kamieniach zanurzonych w potoku. Ja w tym czasie przygotowuję plecaki i po chwili ruszamy. Mamy do przejścia (w obydwie strony) 12,0 km i 700 metrów przewyższenia.

Przehyba

Powyżej wodospadu znajduje się Zajazd Czarda, którego historia sięga XIX wieku, kiedy to tędy prowadził ważny trakt na Węgry. Restauracja, prócz oczywistych funkcji gastronomicznych, jest również swego rodzaju miejscem kultywującym tradycję lokalnych społeczności i historię tych terenów. Może to być dobra opcja na posiłek po powrocie z wyprawy.

Z parkingu ruszamy niebieskim szlakiem, który zaczyna się jeszcze w centrum Szczawnicy i prowadzi przez Przehybę aż do Rytra.

Początkowe 0,5 kilometra idziemy asfaltową drogą, w kierunku ostatnich zabudowań. Gdyby zabrakło miejsc parkingowych przy wodospadzie, samochód można zostawić także na niewielkim parkingu przy leśniczówce, przy okazji skracając sobie nieco drogi. W tym miejscu, nasz szlak skręca w prawo, w boczną dolinę Potoku Pod Górkami – jeśli jednak podejdziecie jeszcze kawałek w górę Sopotnickiego Potoku możecie zobaczyć zabytkową drewnianą Kaplicę na Sewerynówce.

Popradzki Park Krajobrazowy – strome podejścia

Rozpoczynamy wędrówkę leśną doliną. Po lewej stronie mijamy łąkę oddzieloną szpalerem drzew, po prawej stronie przyjemnie szumi potok Pod Górkami, który będzie towarzyszył nam przez około dwa kilometry. Mijamy plac ze ścinką drzewa, droga jest szeroka i komfortowa.

Po półtora kilometra docieramy do dużego placu z drewnem, gdzie droga ostrym łukiem skręca w prawo, a szlak prowadzi prosto w gęstwinę lasu. Należy tu być czujnym, aby się nie pomylić.

Styl naszej wędrówki znacząco zmienia – zamiast wygodnego spaceru szerokim traktem, zaczyna się kluczenie między błotem, a jesiennymi liśćmi. W pewnym momencie szlak odbija w lewo i rozpoczynamy strome podejście wydostając się z dna doliny. W tym miejscu mijamy tabliczkę informującą o ostoi dzikich zwierząt.

Zaczynamy teraz bardzo wyraźnie zdobywać wysokość. Przez najbliższe 500 metrów droga będzie meandrować – wchodzimy z zakrętu w zakręt. Szlak jest dobrze oznakowany, a i tak mnogość rozdroży sprawia, że należy pilnować szlakówek, przy gorszej pogodzie stosunkowo łatwo tu zabłądzić. Fragment drogi jest dość stromy, a luźne kamienie i błoto pod nogami nie ułatwiają wędrówki. Mamy szczęście, że jesteśmy skupieni na tym co pod nogami, bo w pewnym momncie dostrzegamy wygrzerwającą się na środku drogi żmiję zygzakowatą. Młodszy zozpoznaje zwierzę, powtarzając „sssss…”, my zaś czekamy, aż wąż ustąpi nam drogi. Wchodząc coraz wyżej pomiędzy drzewami zaczynają wyłaniać się szczyty otaczające dolinę, z której wychodzimy, a także niektóre wierzchołki Pienin.

Pierwsza polana i szczyt Czeremcha

W końcu szlak ze stromego podejścia wychodzi z powrotem na szeroką i równą drogę gospodarczą. Mamy tu 500 metrów na złapanie oddechu przed kolejnym stromym odcinkiem. Mijamy rozwidlenie z tabliczką informującą nas, że do celu pozostało 3,2 kilometra. Jesteśmy więc mniej więcej w połowie trasy. Tuż za nią niespodzianka – polana z wyraźnym widokiem na Tatry. Zatrzymujemy się tutaj, żeby chłonąć widoki i rzecz jasna zrobić mnóstwo zdjęć. Na samej polanie widać pozostałości po gospodarstwie, które musiało się tu znajdować – sprawdziliśmy nawet na starych mapach turystycznych. Rzeczywiście, dawniej była tam leśniczówka.

Na kolejnym rozwidleniu skręcamy w lewo. Żegnamy szeroką drogę i ponownie rozpoczynamy strome, choć łatwiejsze niż na wcześniejszym odcinku, podejście. Mijamy rozwidlenie (ostrzegaliśmy, że jest ich tu sporo!) – skręcamy znów w lewo pod górę, prosto natomiast prowadzi szlak narciarski, którym postanowimy wracać. Tu, mimo początku maja, spotykamy śnieg. Nie jest go jakoś szczególnie dużo, ale wystarczająco, by Starszak miał radochę. Docieramy do Skrzyżowania pod Przehybą, gdzie łączymy się z zielonym szlakiem prowadzącym ze Szczawnicy przez Kuni Wierch. Jeszcze 10 minut lekkiego podejścia i znajdujemy się na szczycie Czeremchy (1146 m n.p.m.).

Widoki: Pasmo Radziejowej i Przehyba

Stąd pozostały nam mniej więcej dwa kilometry do Schroniska Przehyba. Idziemy teraz jednym z bocznych grzbietów Beskidu Sądeckiego, z czego pierwszą połowę idziemy w dół, by potem znów ruszyć pod górę. Dzięki temu, że lasy są tu w dużej mierze zniszczone, mamy przed sobą malowniczy widok na główne szczyty pasma Radziejowej – od Skałki, przez Przehybę, Łomnisty Wierch i Radziejową. Nieco dalej, patrząc na południowy -wschód, wyłaniają się pasma górskie na Słowacji. Za plecami za to mamy widok na Tatry.

Cel naszej wędrówki jest już wyraźnie widoczny – co rusz spomiędzy drzew wystaje zielony dach schroniska, ale dużo bardziej zauważalny (i rozpoznawalny!) jest znajdująca się przy nim, na szczycie Mała Przehyba, 87-metrowa stalowa wieża Radiowo-Telewizjnego Ośrodka Nadawczego. Dla porównania – wieże widokowe, które czasem możemy spotkać na szczytach, mają średnio „zaledwie” około 20 metrów wysokości.

Przehyba – schronisko i szczyt

Po mniej więcej 25 minutach widokowej wędrówki docieramy do Skrzyżowania na Przehybie. Przed sobą mamy wspomnianą Małą Przehybę z jej wieżą. Jeśli skręcilibyśmy w lewo, moglibyśmy dość między innymi czerwonym szlakiem (fragment Głównego Szlaku Beskidzkiego) do Krościenka nad Dunajcem. My jednak kierujemy się w prawo, by po dwustu metrach stanąć przed Schroniskiem PTTK Przehyba (1150m n.p.m). Cel dzisiejszej wędrówki osiągnięty.

Tu warto wspomnieć, że schronisko Przehyba jest też częstym celem rowerzystów górskich i kolarzy, ponieważ od strony Starego Sącza doprowadzona jest tu wygodna droga asfaltowa Doliną Jaworzynki. Pokonanie tego podjazdu stanowi nie lada wyzwanie.

Sam szczyt Przehyby znajduje się 300 metrów dalej i mierzy 1173 (według innych źródeł 1175) m n.p.m. Zdobyliśmy go podczas poprzedniej wizyty w tym miejscu, kiedy nocowaliśmy w Schronisku. Tym razem więc odpuszczamy.

Na całej naszej trasie spotkaliśmy zaledwie kilka osób, samo schronisko też nie jest jakoś szczególnie zatłoczone. Nie wiemy, czy jest to kwestia zapowiadanej na dziś deszczowej pogody (która się zupełnie nie sprawdziła, dzień mieliśmy piękny i słoneczny), czy jednak większość turystów nocujących w okolicach Szczawnicy wybrała bardziej topowe szlaki. A tych znanych, tam przecież nie brakuje.

W każdym razie – brak tłumów nas zupełnie nie martwi – wręcz przeciwnie:), jemy obiad na tarasie z widokiem na Tatry. Mamy więc to, po co tu przyszliśmy.

Po długiej przerwie spędzonej w schronisku zbieramy się do wyjścia. Powrót tym samym szlakiem – opłaca się, bo zaczynamy z widokiem ta Tatry. Dla tego widoku i spokoju na szlakach warto było przejść tę wycieczkę.

Informacje praktyczne

  • Najwyższy punkt: 1155 m n.p.m. (Mała Przehyba)
  • Najkrótszy szlak prowadzi z Szczawnicy Sewerynówka (niebieski) – czas przejścia w górę: 1:45h, dystans: 6,4km, suma podejść: 650m.
  • Wycieczkę warto połączyć z wizytą nad Wodospadem Zaskalnik – największym w Beskidzie Sądeckim.
  • Samochód najlepiej zostawić na parkingu przy wodospadzie -> MAPA. Parking jest darmowy. Ewentualnie samochód można zostawić przy Leśniczówce -> MAPA.
  • Trasa jest momentami wymagająca, ze względu na spore podejście, luźne kamienie i błoto. Przy gorszej pogodzie będzie ślisko, a momentami należy być uważnym by nie zabłądzić. Większość trasy prowadzi jednak szeroką drogą.
  • Celem jest schronisko, w którym można się najeść i napić. Do wyboru mamy podstawowe dania, które nie grzeszą wybitnym smakiem. Alternatywnie przy parkingu znajduje się restauracja Zajazd Czarda.
  • Przy szlaku nie ma żadnych wiat i schronów, gdzie można się skryć w razie deszczu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.