Mała Rawka, Wielka Rawka, Krzemieniec. Gałka loda za każdą granicę.

Historia o tym, że u dzieci ciekawość świata jest większa niż zmęczenie. I jak ta cudowna cecha zaprowadziła nas na trójstyk granic.

Planowaliśmy zdobyć Wielką Rawkę oraz Małą Rawkę. Klasyczne bieszczadzkie szczyty, ale nie tak znowu klasyczną drogą, bo od Przełeczy Wyżniej. Przeglądając mapę napomknęliśmy, że niecałe dwa kilometry od Wielkiej Rawki znajduje się Krzemieniec, który łączy granicę Polski, Słowacji i Ukrainy. Fajne miejsce, ale dałoby to nam 15 kilometrów więc NIE BĘDZIEMY Cię Starszaku ciągnąć na tak długą trasę – i rzeczywiście, mieliśmy to na myśli. Na co Starszak nas zaskoczył mówiąc: Trzy granice na raz? Ale ekstra! Idziemy.

No to poszliśmy.

Przełęcz Wyżnia

Wpadliśmy na całkiem sprytny pomysł – jak wyjść z auta i do niego wrócić, nie robiąc pętli. Ja z chłopakami wysiedliśmy z auta na Przełęczy Wyżniej i ruszyliśmy od razu żółtym szlakiem w stronę pasma Działu. Marcin pojechał dalej – na Przełęcz Wyżniańską, tam zaparkował samochód i miał wrócić do nas busem. Spodziewaliśmy się, że odejdziemy mu hen! i będzie nas chłopak gonił, ale solidnie zagadałam się z panem sprzedającym bilety na wejściu do BdPN. W efekcie cała rodzina spotkała się przy kasach biletowych, więc nikt za nikim nie musiał biegać.

Ruszyliśmy więc wspólnie w stronę pasma Działu. Niecałe 2,5km i 250 metrów przewyższenia podczas wędrówki bukowym lasem. A lasy w Bieszczadach są piękne. Szlak z przełęczy Wyżniej został wyznaczony zupełnie niedawno – w 2020 roku. Być może to jest powodem jego niewielkiej popularności. Jesteśmy na nim zupełnie sami. Aż do Działu nie spotkamy nikogo. Potem – idąc grzbietem w stronę Małej Rawki, ledwie kilka osób. Miła odmiana w stosunku do tego, co będzie nas czekać za Rawkami. Ale nie wyprzedzajmy faktów.

Dział

Przejście żółtym szlakiem zajmuje nam około 40 minut. Ścieżka w lesie jest najpierw łagodna, potem coraz szybciej nabieramy wysokości. Dochodzimy w ten sposób na polanę na wysokości 1100 m n.p.m. Tu zatrzymujemy się na chwilę w wiacie podziwiając pierwszą bieszczadzką panoramę, jakiej doświadczamy podczas tych wakacji. Po chwili ruszamy – tym razem po zielonym szlaku.

Grzbiet Działu jest w większości zalesiony, ale co rusz występują tam większe i mniejsze polanki. Bardzo odpowiadają nam takie zmiany na trasie. Dzięki temu wędrówka zdaje się być dynamiczna. Poza tym, że z polanek wraz z nabieraniem wysokości odsłania się coraz więcej widoków (SPRAWDZ NA CO), mijamy – mam wrażenie niezliczone ilości jagodowych krzaczków.

Mała Rawka

Jest cicho – no, może nie licząc Starszaka i Młodszego, ale do tych dźwięków żeśmy nawykli. Jest pusto, jest słonecznie. Bardzo przyjemna, nieszczególnie męcząca wędrówka. W takich to sielskich warunkach pokonujemy 5 km i – prawie że nagle – jesteśmy niemal 500m ponad miejscem, z którego ruszaliśmy.

Właśnie zdobyliśmy Małą Rawkę (1272 m n.p.m). Po czym poznajemy, że osiągnęliśmy szczyt? Po liczbie znajdujących się tam turystów… To rzuca nam się w oczy, zanim znajdziemy oznaczenia. Luksus wędrówki po odludnych Bieszczadach właśnie się skończył. Ale nie narzekamy, zachwycają nas widoki. Z Małej Rawki możemy podziwiać bieszczadzkie klasyki: Tarnicę, Połoninę Caryńską i Wetlińską oraz oczywiście pasma ukrańskie.

Wielka Rawka

Po solidnej przerwie na posiłki dla dzieciaków oraz ochy i achy dla nas ruszamy dalej. Od Wielkiej Rawki dzieli nas raptem 1,5km odległości i 60 m podejścia – około 20 minut spaceru. Ponownie zmieniamy kolor szlakówek. Żółty szlak, na którym teraz jesteśmy, prowadzi granią przez połoninę, jedynie krótki odcinek jest zalesiony. Po wyjściu z lasku mamy do pokonania ostry zakręt i strome podejście, po czym wchodzimy na wysokość 1303m n.p.m czyli niższy wierzchołek Wielkiej Rawki.

Ciekawa sprawa z tym grzbietem – jest tak rozległy, że kulminuje w kilku wierzchołkach. Do tego naj, naj zostało nam jeszcze parę minut podejścia. Przechodzimy koło charakterystycznego elementu krajobrazu, jakim jest wysoki betonowy obelisk czyli austriacki słup geodezyjny z pierwszej połowy XX wieku. Austriacy postawili tu również wieżę geodezyjną, po której dziś nie ma już śladu.

Idziemu jeszcze kilkadziesiąt metrów, by dotrzeć do wyższego wierzchołka Wielkiej Rawki (1307m n.pm.). To zarazem najwyższy punkt, na którym dziś będziemy. Chwilę, tuż przy węźle szlaków znajduje się miejsce do odpoczynku – ławki, barierki, tabliczki. Spędzamy tam trochę czasu i – proszę nam wierzyć – pytamy Starszaka, czy chce iść na Krzemieniec. Informujemy, że to dodatkowe 1,7 km w jedną stronę. Mówi, że oczywiście. Że musi zobaczyć, jak jest na trójstyku granic. Szczerze mówiąc, my też mamy na to chęć. Ruszamy!

Krzemieniec

I tu niespodzianka – pierwsze trzysta metrów, które mamy do przejścia do miejsca, gdzie zmienimy szlak żóły na niebieski, jest najbardziej malowniczym fragmentem trasy. Szeroka panorama – połoniny polskie, ukraińskie, ale też słowackie szczyty. O ile na Rawkach było pięknie, tu jest pięknie do potęgi.;) Idziemy wię powoli, sycąc oczy, bo odcinek króciotki – zaledwie na parę minut.

Na końcu żółtego szlaku czeka na nasz odbicie w prawo i zejście na szlak niebieski. Teraz pół godziny wędrówki granicą. Idziemy odliczając słupki graniczne Polski i Ukrainy. Niestety straciliśmy już widoki – trasa prowadzi nas lasem, cały czas w dół. Wreszcie jest! Krzemieniec (chociaż osobiście wolę drugą stosowaną nazwę – Kremenaros) Dotarliśmy do najbardziej ekscytującego punktu wycieczki według Starszaka.

Można tu nie tylko w ciągu kilku sekund przekroczyć trzy granice, ale też stać dwiema nogami w dwóch różnych strefach czasowych. Na szczycie ustawiono obelisk z nazwami góry w każdym języku i godłami trzech państw, które się tu spotykają. Spędzamy wokół niego trochę czasu – jedną nogą w Polsce, drugą na Słowacji, a rękoma na Ukrainie. Przednia zabawa, nie tylko dla dziecka.

I sama nie wiem, jak to wyszło, ale Starszak wpada na znakomity pomysł, że za każdą przekroczoną granicę będzie mógł zjeść gałkę loda. W ferworze dobrego nastroju przytakujemy, chwilowo nie zdając sobie sprawy, że tego typu ustalenia z 7 latkiem, nie mają terminu ważności. Od tego czasu, każdego dnia jesteśmy lobbowani, by koniecznie wybrać trasę z możliwością przejścia do innego kraju. Lody stają się walutą negocjacyjną dla obydwu stron.

Bacówka PTTK pod Małą Rawką

Krzemieniec vel. Kremenaros zatrzymał nas na trochę, ale w końcu trzeba było wracać. Wszak przed nami jeszcze 6,5km do parkingu. Najpierw wdrapujemy się lasem wzdłuż granicy – dokładnie tak jak szliśmy, niebieskim szlakiem. Potem szlak żółty – Wielka Rawka, Mała Rawka. Tym razem idziemy plecami do ujmujących widoków. Dlatego też co chwilę stajemy, a to żeby zawiązać buta, a to żeby pogrzebać w plecaku… W końcu jednak musimy się z tym pogodzić – z wierzchołka Małej Rawki odbijamy zielonym szlakiem w dół. Żegnamy bieszczadzkie panoramy i wchodzimy do lasu.

Stąd zostały nam trzy kilometry zejścia, trasą bez widoków, ale za to z inną atrakcją – ciut za połową trasy dotrzemy do Bacówki PTTK pod Małą Rawką. Na początku zejście jest dość stromę, w głębi serca cieszymy się, że nie musimy tędy wchodzić. Typowa leśna droga – korzenie, czasem jakieś kamienie, trochę błota. NIedaleko od nas słychać szumiący potok Bystry.

Po niecałej półgodzinie docieramy do Bacówki. Jest bardzo przyjemna, na pierwszy rzut oka wydaje się być klimatycznym miejscem. Jednak atmosferę w schroniskach, albo czuć od razu, albo wcale. Sporo ludzi, ale też teren wokół przestronny, więc nie ma tłoku. Do samochodu został nam już tylko 1,2km więc na spokojnie pijemy kawy i wspominamy wycieczkę. Starszak co prawda ciut nas popędza – w końcu trzeba znaleźć obiecane lody – ale nie dajemy się tak łatwo.

W końcu ruszamy i po kwadransie jesteśmy na parkingu na Przełęczy Wyżniańskiej. Czy udana wycieczka? Bardzo. Super trasa, 14,7km i 800 metrów podejścia – ale rozłożone w taki sposób, że nie jesteśmy bardzo zmęczeni. Młodszy to wiadomo – nosidło więc hulaj dusza, ale Starszy też wciąż ma dużo energii. W naszym odczuciu wędrówka spokojnie do pokonania z dzieckiem. Zwłaszcza, że jest sporo punktów, które mogą zainteresować dziecko – jeden, drugi, trzeci szczyt, trójstyk granic, schronisko, zmiany kolorów szlakówek – ciągle coś się dzieje. A dzieci to lubią.

Informacje praktyczne

  • Najwyższy Punkt: 1307 m n.p.m
  • Trasa ma wiele wariacji – można ją skrócać lub wydłużać
  • Można zosatwić Parking na Przełęczy Wyżniańskiej, wrócić busem (kursują co chwilę, bez rozkładu) na Przełęcz Wyżną i dzięki temu zrobić pętelkę
  • Od strony Przełęczy Wyżniańskiej znajduje się schronisko pod Małą Rawką – polecamy tam zajść, wypić kawę i posiedzieć
  • Trasa piękna widokowo

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *