Bacówka Jaworzec rowerem. Można było łatwiej

Pierwszy dzień naszej bieszczadzkiej przygody. Młodszego spakowaliśmy do przyczepki, wraz ze Starszakiem wsiedliśmy na rowery by przebyć zaledwie jedenaście kilometrów. Cel – Schronisko Jaworzec. Srogo się zdziwiliśmy, gdyż ten krótki odcinek okazał się jedną z najbardziej męczących tras podczas tego tygodnia. A można to było zrobić znacznie łatwiej!

Parking Polanki

Zostawiamy samochód w miejscowości Polanki przy ujściu doliny Łopienki. Oficjalny parking jest już cały zapełniony autami, stajemy więc przed parkingiem, jednym kołem w rowie. Ściągamy z dachu rowery, rozkładamy przyczepkę, pakujemy przyczepkę, przyczepiamy przyczepkę, wsadzamy do niej dziecko… i już jesteśmy gotowi. Nie wiem, ile to dokładnie trwało, ale w przybliżeniu- długo.

Rezerwat Sine Wiry

Ostatecznie wsiadamy na nasze strzały, mijamy mostek i wjeżdżamy do Rezerwatu Przyrody Sine Wiry. Początkowo jest super łagodnie, jedziemy leśnym traktem, wyprzedzamy wszystkich, którzy idą na nogach. Rower jest wielce okej, rower to jest świat. Poruszamy się wzdłuż rzeki Wetlina, która – co prawda niżej od ścieżki, ale jakoś koi swoim szumem w ten upalny dzień.

Po niedługim czasie droga zaczyna się wznosić, potem opada dół. Najpierw nas to bawi. Potem znów pod górę i raz jeszcze do dołu… aż w końcu pod górę, pod górę i pod górę. Jedziemy… najpierw wszyscy żwawo, potem Starszak zostaje w tyle. Nic dziwnego – małe nóżki, małe kółka. Dojeżdżam na wzniesienie, po czym zbiegam po jego rower. Na wzniesieniu znajdujemy przewalone drzewo, siadamy. wyciągamy awaryjne węglowodany i motywujemy Młodzież, że będzie lepiej. O jak bardzo się mylimy! Nie mamy dużego doświadczenia z 6-latkiem na rowerze więc przeceniliśmy możliwości. Na nogach przeszlibyśmy to w try migi, ale na rowerze dziecko nam się zmęczyło… Na szczęście drugie, siedząc w przyczepce, nie składało żadnych zażaleń!

Przy drodze mijamy miejsca, gdzie można zejść nad Wetlinę i podziwiać rzękę o wąskim dnie i stromych zboczach w otoczeniu pięknych form skalnych i zalesionych szczytów. Wyznaczone zostały tu dwie ścieżki przyrodnicze, które prowadzą m.in. wzdłuż urwiska i brzegu rzeki. Co więcej, fragment ścieżki poprowadzono samym korytem rzeki po blokach skalnych. Oczywiście na rowerach nie możemy skorzystać z tych atrakcji, dlatego trzymając się szlaku rowerowego zerkamy na nie z oddali.

Zawój – wieś, której nie ma

I tak koło, za kołem – trochę prowadząc rower Starszaka, trochę go motywując, żeby jechał, docieramy do dawnej wsi Zawój. Łykamy odrobinę bieszczadzkiej historii. Jest to część ścieżki historycznej Bieszczady Odnalezione, mamy więc tablice, gdzie opisane są dawne i obecne losy miejscowości. Był tu tartak, młyn i karczma. Były domy, w szczytowym momencie niemal 300 mieszkańców. Plany, sny, marzenia, miłości. A potem wysiedlenia powojenne i bach! Nie ma wsi. W latach 1945-1947 wszystkich mieszkańców jak puzzle przeniesiono do innej układanki. Do sowieckiej Ukrainy.

Stoimy więc na drodze w lesie i czytamy, że to dawny środek wsi, że właśnie tu odbywało się życie. Jak to możliwe skoro teraz jest tu ledwo wiatka dla turystów?

Kawałek dalej można, skręciwszy w prawo w las, dojść do pozostałości po Cerkwi św. Michała Archanioła. Jeden nagrobek jako ślad dawnego cmentarza i drzwi do świątyni, której nie ma…

Chwila zadumy nad przemijalnością losu i wracamy na nasz szlak. Do przejechania mamy jeszcze mniej więcej 8km. Powtarzamy rytuał od Starszaku, dasz radę do Starszaku daj, poprowadzę ci rower.

Rowerem do Bacówki Jaworzec

Marcin dzielnie ciągnie przyczepkę z Młodszym. Ja natomiast wjeżdżam na wzniesienia, rzucam swój rower w krzaki, biegnę na dół, łapię rower 6 latka i pędzę z tymże po górę podczas gdy jego właściciel wlecze się za mną wykazując zdecydowanie umiarkowane objawy entuzjazmu. Na wzniesieniu Starszak siada za kierownicą i zjeżdża na dół, ja wydobywam swój pojazd z krzaków, siadam i zjeżdżam… po czym choreografia się powtarza. I tak mija nam parę kilometrów. Wspominałam, że to sierpniowy upalny dzień? Nie. Więc wspominam – słońce grzeje niemiłosiernie.

Mijamy jeszcze opuszczoną wieś Ług, nie zagłębiamy się niestety w jej historię, bo zajmuje nas powyższe. Aż w końcu – droga się wypłaszcza. Możemy wszyscy jechać obok siebie. Ba! Możemy cyknąć nawet kilka instagramowych fotek, że niby taki luz i swoboda. Co więcej – po paru minutach pojawia się najprawdziwszy asfalt!

Jesteśmy na drodze prowadzącej do Kalnicy. Teraz jazda rowerem to już super wygoda. Starszak zadowolony. I tak – w sielskiej atmosferze, z widokiem na zalesione, choć wciąż jeszcze niskie szczyty Bieszczad, docieramy do opuszczonej wsi Jaworzec. Tutaj odbijamy z głównej drogi by dostać się do schroniska.

Po paru minutach przywiązujemy rowery do drzewa, odpinamy przyczepkę i zmieniamy się w pieszą wycieczkę. Od bacówki dzieli nas kwadrans podejścia kamienistą drogą. Wejść będzie znacznie łatwiej… no! Byłoby łatwiej, gdyby nie fakt, że 6-latek wskakuje do przyczepki. Rozwiewając wątpliwości – Młodszy z niej nie wysiadł. Pchanie dwójki to niezły trening siłowy.

Bacówka PTTK Jaworzec

Niecałe pół kilometra pod górę i jesteśmy w Bacówce PTTK Jaworzec. Bardzo przyjemne schronisko z przestronnym, ładnie zagospodarowanym terenem wokół. Wypoczywamy sobie to na trawie, to na hamaku nasycając się zielenią i wzniesieniami wokół. Jaworzec, ze swoim położeniem na wysokości 605 m n.p.m. nie zniewala w kategorii wysokość. Ale jest ładnie. Nie ma co się ścigać na rekordy!

I tak sobie odpoczywamy ciesząc się bogactwem lata. A przy okazji studiujemy mapę – postanowiliśmy nie wracać do auta, odpuścimy to Starszakowi. Marcin ma pojechać po samochód na rowerze i wrócić z rowerem na samochodzie. Można drogą, którą przebyliśmy, albo na około – szosą przez Kalnicę… chwila wahania. Wybiera powrót drogą już znaną. Ja zostaję z dzieciakami. Jak długo czekam? Cóż – coś w okolicach godziny. Raz, że droga w tę stronę ciut bardziej w dół, dwa że bez przyczepki i zmęczonego 6-latka. Jest różnica.

Po tej godzinie schodzimy na parking, tam rytuał pakowania rowerów, przyczepki i dzieciaków, po czym ruszamy w stronę Wetliny, gdzie mamy nocleg. I wtedy dostrzegamy, iż droga do Kalnicy jest cały czas przyjemną, płaską asfaltową ścieżką. Co nas pokusiło, żeby jechać odwrotnie? Widoki! Chcieliśmy zobaczyć rezerwat (co nam się w gruncie rzeczy nie udało, gdyż jechaliśmy wzdłuż niego) oraz jechać trasą z dala od samochodów.

Przynajmniej z planowanej zwykłej przejażdżki wyszła nam ciekawa przygoda. Chociaż Starszak ma mniej entuzjastyczne wspomnienia.

Bacówki dla turtysty plecakowego

Na koniec ciekawostka architektoniczna – Bacówka Jaworzec nie powstała przypadkiem. Ona, jak i kilkanaście innych Bacówek zostały zbudowane w latach 70. i 80. XX wieku w ramach projektu zainicjowanego przez Edwarda Moskałę. Dlaczego? Cóż – w latach 70. w Beskidy dotarła polityka. Na masową skalę organizowano partyjne i zakładowe wycieczki w góry – dla każdego. Przy czym każdy oznaczało w tym przypadku również osoby, którym było wszystko jedno góry, morze czy jezioro. Ważne że po taniości. W efekcie zaczęło brakować miejsc noclegowych dla turtystów indywidualnych, którzy w te góry chcieli jechać.

Stąd idea wspomnianego Moskały, żeby zadbać o tak zwanego turtystę kwalifikowanego – plecakowego (prawda, że urocza nazwa?), który w górach miał szukać spokoju i przygody, a niekoniecznie wygód. W ten sposób, we wspomnianym okresie w Karpatach i Sudetach powstało 12 pozbawionych elektryczności chat. Każda mieściła maksymalnie 30 miejsc noclegowych. Ich wspólny projekt wyszedł spod ręki zakopiańskiego architekta Stanisława Karpiela. Podobno główny szkic powstał na papierowej serwetce w podtatrzańskiej kawiarni. Więcej o tym można przeczytać w artykule na stronie Bacówki Jaworzec.

Informacje praktyczne

  • Najwyższy punkt: 613 m n.p.m (w miejscowości Ług)
  • Droga z Kalnicy jest po płaskim, droga z miejscowości Polanki to góra-dół
  • Parking w miejscowości Polanki jest dość mały i szybko się zapełnia, można (2021) parkować w rowach;)
  • Polecamy odpocząć w Bacówce Jaworzec – piękne miejsce z dala od wszystkiego. Dla głodnych: menu nie jest szczególnie rozbudowane.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.