Hala Łabowska. Tour między schroniskami

Tour między schroniskami: Bacówka nad Wierchomlą – Hala Łabowska. Ostatni dzień października, pierwszy dzień po zmianie czasu. Złota jesień, mało uczęszczany szlak. Prawie 700 metrów przewyższenia i 18 kilometrów w nogach. Szelest liści, szum wiatru i… odgłosy dzieci 😉 Świetna trasa po Beskidzie Sądeckim, terenami Popradzkiego Parku Krajobrazowego (jednego z największych tego rodzaju parków w Polsce). I pomyśleć, że jeszcze niedawno za góry uważałam wyłącznie Tatry i to, co wyżej od nich. Warto czasem zmienić perspektywę, żeby odnaleźć takie perełki. Do rzeczy.

Start: Bacówka Nad Wierchomlą

Zaczęło się o poranku, który dla większości rodaków miał szansę być porankiem z godziną więcej snu. Jednak nie dla rodziców Niemowlaków. Młodszy nic sobie ze zmiany czasu nie robił, wstaliśmy więc zdecydowanie zbyt wcześnie jak na niedzielę. Dzięki temu, kiedy o 8 zeszliśmy na śniadanie (godzina otwarcia bufetu w schronisku) byliśmy już spakowani na wyprawę. Pozostało nam zjeść, wrzucić plecaki na grzbiet i ruszyć.

Wychodzimy z Bacówki nad Wierchomlą. Marcin wraz z Młodszym ruszają przed siebie, a ja ze Starszakiem zatrzymujemy się, żeby robić zdjęcia do szkolnego konkursu. Po mniej więcej kwadransie pozowania z Tatrami w tle zrywamy się, żeby gonić pierwszą część wycieczki.

Wierchomla – Runek

Kierujemy się na północny-zachód, niebieskim szlakiem w stronę Runka (1080 m n.p.m.) – niepozornego, zalesionego szczytu. Jest to najwyższy punkt naszej wyprawy na Halę Łabowską: oddalony o 2,2 km i 200m ponad Polaną nad Wierchomlą, skąd ruszamy. Zdobywamy go po nieco ponad półgodzinie, ale mijamy szybciutko. Tak jesteśmy skupieni na połączeniu się z Marcinem i Młodszym, co udaje się kilka minut za szczytem.

Na Runku łączymy się z Głównym Szlakiem Beskidzkim – od teraz będziemy więc szli według wskazań koloru czerwonego. Jesteśmy na głównym grzbiecie Pasma Jaworzyny (stanowiącego jedno z dwóch głównych części Beskidu Sądeckiego. Drugim jest Pasmo Radziejowej). Idąc w kierunku południowo-wschodnim, po mniej więcej godzinie dotarlibyśmy na Jaworzynę Krynicką. Jaworzynę dość dobrze znamy, na Hali Łabowskiej jak dotąd nie byliśmy. Kierujemy się więc na północny-zachód.

Runek – Hala Łabowska

Ruszamy z Runka i najpierw kierujemy się na wschód. Dla niepoznaki:) Dopiero po krótkiej chwili szlak ostro zakręca we właściwą stronę. W tym miejscu, między pojedynczymi drzewami, otwiera się szeroki widok na sąsiedni Beskid Niski wraz z jego najwyższą Lackową. Od schroniska dzieli nas jeszcze 7 kilometrów marszu, ale łącznie tylko 200 metrów przewyższenia. Najdłuższe podejście podczas wędrówki jest już za nami. Do samego celu idziemy po grzbiecie, jesteśmy wysoko, ale wciąż w poziomie regla dolnego. Idziemy zniewalającym złotym lasem. Coraz więcej liści pod stopami, coraz mniej na drzewach.

Beskid Sądecki jest bardzo lesisty, inaczej niż na przykład w Gorcach, gdzie polana goni polanę. Jesteśmy na terenie dawnej puszczy Karpackiej, czyli kompleksu leśnego, który dawniej obejmował całe Karpaty (poza najwyższymi partiami), a obecnie uchował się wyłącznie na styku Karpat Wschodnich i Zachodnich. Większość beskidzkich lasów od lat ma charakter gospodarczy, jedynie niewielka ich część zachowała swoją naturalną dzikość. Jest malowniczo. Jesienny dzień jak z obrazka.

Hola (Hola! Hola!)

Nieco za połową wędrówki dochodzimy do szczytu Hola (978m n.p.m). O tym, że na nim jesteśmy dowiadujemy się ze znaku na trasie. Nie wyróżnia się wysokością, ani widokami. Ale szczyt, to szczyt. Zdobyty – cieszy się Starszak. Trudno odmówić mu słuszności. Idziemy dalej i nagle w prześwitach między drzewami pojawiają się Tatry. Pogoda sztos, niebo bezchmurne. Ich wysokość Tatry piętrzą się dostojnie w całej swej okazałości. Rany… jakie to piękne! Stoję jak zaczarowana i chłonę ten widok.

Jawor

W końcu ruszam przed siebie, a Tatry znikają za gęstwiną sądeckich lasów. Po mniej więcej dwóch kilometrach wyrasta przed nami kolejny szczyt – Jawor (1027m n.p.m.). Nazwa zapewne oddaje charakter lasów dawnej puszczy. Wszak jaworów było tu pod dostatkiem. Szczyt, który niczym się nie wyróżnia spośród terenu, więc o tym, że go zdobyliśmy po raz kolejny dowiadujemy się ze znaku. Stąd już bardzo blisko do celu naszej wędrówki.

Cel: Hala Łabowska

Jeszcze ledwo pół kilometra i ukaże nam się Hala Łabowska, która jest dawną polaną pasterską. Dawniej należała do mieszkańców łemkowskiej wsi Łabowa. Jak wiadomo Łemkowie po II Wojnie Światowej zostali przesiedleni, a tereny hali znacjolizowano. Hala znajduje się na węźle licznych szlaków – pieszych oraz narciarskich. Tutaj, na wysokości 1061 m n.p.m. znajduje się Schronisko PTTK wobec którego – w obliczu odczuwalnego i narastającego głodu – żywiliśmy liczne nadzieje.

Niestety okazały się płonne. Kulinarny aspekt schroniska bardzo nas rozczarował. Co ciekawe, o ile na szlaku spotkaliśmy jedynie kilku turystów, na polanie jest tłoczno, a w schronisku kolejka. Czekając na to i owo, spędziliśmy tam wiele za dużo czasu- głównie spoglądając z nadzieją na panią wydającą posiłki, czy w końcu wykrzyczy nasz numerek.

Powrót: Hala Łabowska – Wierchomla

Kiedy w końcu byliśmy w stanie zebrać się do drogi powrotnej, było po godzinie 14. A to pierwszy dzień szybszych ciemności! Zwarliśmy krok, żeby zdążyć do Bacówki jeszcze za jasnego. Mieliśmy plan skracać drogę, by ominąć podejście na Runek i oszczędzijąc dwa kilometry. Trochę się jednak obawialiśmy, że utkniemy z dzieciakami w ciemnościach gdzieś w między bukami. Wracaliśmy więc elegancko szlakiem, po własnych śladach.

I to był bardzo dobry wybór. Na Runku, czyli najwyższym punkcie wycieczki zastał nas zachód słońca. Jakie to było zjawiskowe! Ognista kula chowająca się za horyzont. Postaliśmy tam trochę, aż niemal całkiem zniknęło. I tak na styku dnia i zmierzchu, zeszliśmy do Schroniska. Głodni. Zmęczeni. Zachwyceni.

PS. A gdyby tak pójść dalej?

Gdybyśmy pociągnęli nazą wędrówkę dalej na wschód dotarlibyśmy czerwonym szlakiem na Wierch nad Kamieniem. Jest to ciekawy szczyt, ponieważ znajdują się tu liczne skalne ostańce: Czarci Kamień, Czarcia Skała i Skamieniała Córka (prawda że fantastyczna nazwa?) oraz liczne jaskinie, w tym największa w Beskidzie Sądeckim Jaskinia Niedźwiedzia. Jak widać, musimy wrócić w te okolice, bo wciąż jest tu wiele do opisania.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.