Hala Krupowa, zaskakujący fakt i widoki, że hej!

Hala Krupowa była już celem naszych wycieczek, ale nigdy wcześniej nie dotarliśmy tu przy ładnej pogodzie. Jak dotąd deszcze i mgły. Tym razem po raz pierwszy objawiła nam pełnię swoich możliwości. Widok, dla którego warto chodzić po górach!

Skąd pomysł na Halę Krupową? Chcieliśmy: a) dojść do schroniska, b)zobaczyć Tatry, c) spędzić nie więcej niż 1,5h w samochodzie (jadąc Krakowa). Tatry, w których najlepiej byłoby widać Tatry, odpadały ze względu na długi weekend i korki na zakopiance. Nie chcieliśmy zafundować sobie połowy dnia w aucie. Stanęło więc na Beskidzie Żywieckim. Hala Krupowa jest wycieczką idealną, jeśli myślimy o szybkim lekkim szlaku z widokami. Pokusiliśmy się też o nietypową drogę powrotną – zejście również zapewniło nam atrakcie.

Uwaga – naszą trasę możemy pokazać Wam tylko na mapy.cz, które ładują się ciut dłużej. Dajcie im chwilę, a zaraz pojawią się poniżej.;)

Sidzina – parking

Parkujemy w Sidzinie. GPS najlepiej ustawić na „Sidzina Parking pod Halą Krupową” . I tak, jadąc od strony Sidziny, tuż obok przystanku (tu zaczyna się zresztą czarny szlak) należy skręcić w prawo. Za ostatnimi domami, zaraz przy miejscu biwakowym znajduje się leśny parking u wylotu Psiej Doliny. Parking jest bezpłatny, ale niewielki, co warto mieć na uwadze.

Aby dostać się na czarny szlak należy cofnąć się w kierunku wsi i skręcić w lewo w ścieżkę idącą do góry. My jednak wierzymy mapie i chcemy nieco skrócić drogę – przechodzimy pod szlabanem, by po stu metrach skręcić w prawo. Skróty w górach mają to do siebie, że zazwyczaj są dość strome. Ten potwierdza regułę, stąd przez moment jest ciężko. Po chwili łączymy się jednak z czarnym szlakiem, ścieżka równomiernie nabiera wysokości i podejście staje się mniej wymagające.

hala krupowa

Hala Krupowa czarny szlak

I tak sobie idziemy wąską ścieżką. Trochę skał, dużo drzew wokół. Mija może 10, może 15 minut…odwracamy się, a za nami piętrzą się najwyższe polskie góry! Tak szybko się tego nie spodziewaliśmy. Co w takim razie będzie wyżej? Spragnieni widoku Tatr dosłownie zacieramy ręce. Po mniej więcej czterdziestu minutach wędrówki szlak łączy się z leśną drogą gospodarczą – idziemy teraz wygodnym szerokim traktem. Oczywiście co rusz oglądając się za siebie, żeby zerknąć na Tatry! Wiatrołomy, które zniszczyły tutejsze lasy, spowodowały, że z drogi tej cały czas można podziwiać niesamowite widoki.

Zatrzymujemy się na szerokim placu do składowania drewna, aby nasycić oczy i zrobić parę zdjęć. Jest bajkowo. Z jednej strony widać Tatry. Z drugiej możemy przyjrzeć się dolinie, nad którą się znajdujemy oraz przeciwległym zboczom grzbietu odbiegającego od Policy przez Czernic do Przełęczy Zubrzyckiej. I ciekawostka – właśnie tym grzbietem w czasie II Wojny Światowej przebiegała granica, między Rzeszą Niemiecką a Słowacją.

Ruszamy dalej, by po chwili dostrzec w oddali cel naszej wędrówki – Schronisko PTTK na Hali Krupowej. W miejscu, gdzie droga skręca w lewo, szlak odbija na wyraźnie pnącą się do góry ścieżkę. Idziemy między pojedynczymi drzewami, które krok za krokiem zaczynają się zagęszczać. Tu znów robi się tak widokowo, że robimy przerwę na zdjęcia. Z perspektywy całej trasy uważamy, że to najlepszy punkt widokowy na Tatry. Wyżej panorama będzie szersza, ale otoczenie nie będzie aż tak malownicze.

Po kilku minutach kontynuujemy podejście – od teraz, aż do połączenia z zielonym szlakiem będziemy szli bajkową ścieżką między świerkami pokrytymi świeżym śniegiem. Jeśli mieliście wątpliwości, czy warto wybierać się na ten szlak zimą, to jest ten moment, w którym warto je porzucić.

Hala Krupowa czy Hala Kucałowa?

Docieramy do punktu, gdzie szlak czarny łączy się z zielonym prowadzącym spod skansenu w Sidzinie. Według tabliczki z kierunkiem czarnego szlaku, na Halę Krupową pozostało nam 30 minut. Musimy przyznać, że tak błędnego oznaczenia jak dotąd nie spotkaliśmy.:) Jedynie co na tej tabliczce jest prawdą, to nazwa PTTK, które odpowiada za tutejsze szlaki. Już sam czas jest znacznie zawyżony. Od schroniska dzieli nas 900 metrów, w większości lekko w dół więc spokojnie można uznać, że wystarczy nam kwadrans. Po mniej więcej 500 metrach kończy się las i docieramy do węzła szlaków na przełęczy, na której rozpościera się duża hala.

I teraz uwaga – ujawniamy zaskakujący fakt. Nie znajdujemy się na Hali Krupowej. Powszechnie używana nazwa jest błędna. Stoimy teraz na Kucałowej Przełęczy, która łączy Halę Kucałową (na północy) oraz halę Sidzińskie Pasionki (na południu). Oznacza to tyle, że Schronisko na Hali Krupowej jest tak naprawdę Schroniskiem na Hali Sidzińskie Pasionki!

Gdzie w takim razie znajduje się Hala Krupowa? Otóż, gdybyśmy na wspomnianym wcześniej połączeniu szlaków czarnego i zielonego skręcili w prawo, to trafilibyśmy na nią po 5 minutach podejścia. Czyli na tej błędnej tabliczce Hala Krupowa powinna być oznaczona jako: a) w prawo b) szlakiem zielonym c) w czasie sześć razy krótszym.

Niezłe, nie? Jednak błędna nazwa utrwaliła się przez lata i tak pewnie już zostanie. Przy okazji, z Hali Krupowej (tej prawdziwej) widok na Tatry jest jeszcze lepszy niż z przełęczy, na której się znajdujemy. Parę lat temu Marcin ze Starszakiem sprawdzili to osobiście.

Okrąglica

Wróćmy jednak do Hali Kucałowej, zwanej powszechnie Krupową. Tuż obok znajduje się zalesiony szczyt z anteną. Jest to Okrąglica (1238m n.p.m) – miejsce ciekawe ze względu na znajdującą się pod jej szczytem, potajemnie wzniesioną w czasach PRL-u kapliczkę Matki Bożej Opiekunki Turystów. Umieszczono w niej tabliczki upamiętniające zmarłych już ludzi gór.

Na Okrąglicę się dostać kierując się czerwonym szlakiem na wschód i po ok. 700m skręcając w lewo ścieżką prowadzącą do góry (sam szlak omija szczyt). Kusi nas to podejście, niestety zostawiamy je na kolejny raz – planujemy jeszcze dzisiaj złapać znajomych wędrujących po Beskidzie Żywieckim, więc musimy się spieszyć. (Ostatecznie zatrzyma nas atmosfera schroniska, zasiedzimy się i znajomych nie dogonimy, jednak w tym momencie jeszcze o tym nie wiemy).

Hala Krupowa Schronisko PTTK

Skoro zrezygnowaliśmy z podejścia na Okrąglicę, udajemy się na południowy zachód wprost do schroniska. Przed nim znajduje się taras można postrzelać sobie stąd zdjęcia z widokiem na najwyższe szczyty Karpat. To też przez chwilę robimy, a potem wchodzimy do środka . Kameralny budynek na niecałe 40 miejsc noclegowych. Jadalnia ma zaledwie 4 ławy, musimy chwilę poczekać, zanim uda nam się usiąść. Ale kiedy już się rozsiądziemy, nie chcemy wychodzić.

Ze względu na bardzo sympatyczną atmosferę w środku spędzamy tam więcej czasu, niż planowaliśmy. Kiedy decydujemy by wrócić na szlak jest już na tyle późno, że ani nie dogonimy naszych znajomych, ani nie wejdziemy na Policę, co rozważaliśmy. W ogóle nam to jednak nie przeszkadza, ponieważ mamy mocne postanowienie przyjechać tu niebawem na nocleg. Postanawiamy zobaczyć jeszcze Kocią Łapę – szczyt, na którego południowym zboczu znajduje się schronisko.

Kocia Łapa

Pokonujemy niecałe 500 metrów oraz 40 metrów przewyższenia i znajdujemy się na kopulastym, trawiastym wzniesieniu na wysokości 1182 m n.p.m. Rozpościera się stąd szeroka panorama. Z jednej strony na Tatry (jakżeby inaczej!), z drugiej na sąsiednie Pasmo Jałowieckie, za którym dostrzec można Beskid Śląski, czy Beskid Mały. Widoki te ramują sąsiednie Okrąglica i Polica. Jest to dobry punkt widokowy, ale jak już wspominaliśmy naszym zdaniem najbardziej urokliwe miejsce było na czarnym szlaku, kilkanaście minut przed połączeniem z zielonym. Na Kociej Łapie spędzamy kilkanaście minut. Dzieciaki trochę hasają w śniegu, ale w końcu mocny wiatr zmusza nas do odwrotu. Rozpoczynamy naszą drogę do samochodu.

Psia Dolina

Skoro zdobyliśmy właśnie Kocią Łapę, to do zejścia pozostaje nam tylko jedna droga – przez Psią Dolinę.;) Żeby do niej dotrzeć wracamy do schroniska i kierujemy się dalej na południe drogą gospodarczą. Początkowo przechodzimy przez obszar lasu z połamanymi przez wiatr drzewami, skąd znów można podziwiać najwyższe polskie góry, tym razem w powoli zachodzącym świetle. To też oznacza, że robi się późno i nie czas na kolejne postoje.

Po ok. 15 minutach zejścia, trafiamy na szeroką leśną drogę, w którą skręcamy w prawo. Nie ma tu żadnych oznaczeń turystycznych, dlatego też ufając mapie, musimy uważać by po chwili skręcić ostro w lewo, w dół doliny (gdybyśmy ominęli zakręt, dotarlibyśmy do Wielkiej Polany). Na szczęście trafiliśmy tam, gdzie trzeba i dalej droga jest już łatwa, bo prowadzi dnem Psiej Doliny.

Psia dolina – ciekawa droga powrotna

Wybór tego wariantu powrotu nie był przypadkowy. Po pierwsze zapewnia nam zejście innym (mimo, że o kilometr dłuższym) szlakiem niż podejście – wiadomo, klasyka. Chyba każdy woli tak wędrować po górach.;) Po drugie, w szczątkowych informacjach, które wyczytaliśmy na temat Doliny, pojawiły się zapewnienia, że jest ona urokliwa, i że warto. I tak właśnie było! Powrót nie był oczekiwaniem na dojście do samochodu, ale ciekawą wędrówką. Musieliśmy na przykład przejść w bród potoku, gdzie ułatwienie (lub nie) stanowią zatopione deski. O tej porze roku są śliskie, a woda niespokojna, bo w tym miejscu znajduje się próg rzeczny.

W połowie Psiej Doliny kolejna ciekawostka – minęliśmy polanę z bacówką oraz wiatą turystyczną, która ma oryginalny kształt, przypominający piramidę. Ciężka, sędziwa konstrukcja. Jeszcze kawałek dalej dolina się zawęża, wędrujemy między wysokimi jak na Beskidy ścianami wąwozu. Mijamy kilkumetrowe skały, spływające po stromych zboczach strumyki w formie wodospadów. Ze względu na styczeń i mróz są w niektórych miejscach pozamarzane, co stanowi atrakcję dla Starszaka. Niech przyzna się ten, kto nigdy nie bawił się w wyszukiwanie najdłuższych lodowych sopli.;)

Podczas całej drogi powrotnej spotkaliśmy tak wiele leśnych atrakcji, że nie zdołało nawet paść nieśmiertelne pytanie: „Daaaaleko jeszcze?” A taka wędrówka to marzenie każdego rodzica! Ani się nie obejrzeliśmy i dotarliśmy do szlabanu, od którego rozpoczynalismy ten górski dzień.

1 thought on “Hala Krupowa, zaskakujący fakt i widoki, że hej!

  1. A. says:

    Dzięki za szczegółowy opis powrotnej drogi – brzmi bardzo ciekawie. Szlak na Policę i Czernic był urokliwy, cudownie zimowy. Ale zejście dalej, cóż – nieco nudne.
    Ciekawe, kiedy się spotkamy następnym razem w pełnym składzie 😉

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.