Ćwilin – piękno, którego nie docenialiśmy

Ćwilin – szczyt na którym byliśmy dotąd tylko raz. Trzy lata temu spaliśmy tam w namiocie podczas mglistej aury. Weszliśmy po ciemku, rano widoczność była na metr, wypiliśmy kawę i zeszliśmy. Przez te mgły (które nota bene na codzien doceniamy) nie wiedzieliśmy, co tracimy. Dobrze, że udało nam się nadrobić, bo panorama ze szczytu Ćwilina jest obłędna! Podobno właśnie tam Kazimierz Sosnowski nadał nazwę pasma – Beskid Wyspowy. Jeśli to prawda, to w ogóle nie dziwi takie poruszenie serca w tym konkretnym miejscu.

Ćwilin z Przełęczy Gruszowiec

Starszak na szkolnej wyciecze więc rodzice szaleją… na ile się da z Młodszym. Ostatniego popołudnia „wolności” uświadomiliśmy sobie, że nie byliśmy w górach. Po pracy więc szybkie pakowanko – woda i przekąski, by o 18 wsiąść do samochodu. Ruszając nie mieliśmy pojęcia, dokąd jedziemy. Wymagania mieliśmy dwa: blisko i z widokami. Marcin prowadził, Młodszy gawędził, a ja przeglądałam mapy. Bez szczególnego przekonania, ale ostatecznie padło na Ćwilin, drugi po Mogielicy szczyt Beskidu Wyspowego. O jak dobrze, że się na niego skusiliśmy!

Po niecałej godzinie jazdy zaparkowaliśmy w kultowym dla niektórych Barze pod Cyckiem na Przełęczy Gruszowiec (660m n.p.m). Ciekawostka dotycząca nazwy baru – kiedy w 1999 roku prowadziła obok niego trasa pielgrzymki Jana Pawła II lokalni włodarze przemianowali nazwę lokalu na Bar pod Śnieżnicą. Tak, żeby nie było „niestosownie”.

Przeszliśmy na drugą stronę DK28, by kilkadziesiąt metrów dalej wejść na szlak. Początkowo prowadzi on łagodnie między polami, należy obejść samotne gospodarstwo, by chwilę za nim wejść do lasu. Z tym domem mam niewesołe wspomnienia – poprzedni raz, podczas nocnej wędrówki mocno obszczekał mnie tam pies. Albo był dziki, albo fakt że działo się to na granicy ciemnego lasu – ważne, że podziałał na wyobraźnię i pamiętałam przez te wszystkie lata! Ale tym razem na spokojnie, żaden zwierzak nawet nie westchnął na nasz widok.

Niebieski szlak na Ćwilin

Mijamy więc potencjalnie ryzykowny odcinek;) zostawiając za sobą wygodną, szeroką drogę. Szlak skręca w prawo ostro do góry między drzewami. Od razu nabieramy wysokości, mijamy niewielkie łąki, i jeśli tylko spojrzymy za siebie, możemy dostrzec Łopień i bliźniaczą Śnieżnicę. Bliźniaczą – bo nazwa Ćwilin wywodzi się od niemieckiego słowa zwilling oznaczającego bliźniak. Tak właśnie w średniowieczu tutejsi niemieccy osadnicy określili oba te szczyty.

Cyk, cyk robimy po zdjęciu i ruszamy dalej. Podejście północnym stokiem Ćwilina jest bardzo strome. Na 2km odległości mamy około 400 metrów wysokości do pokonania – dla chcących „poczuć góry” jest to opcja idealna. Trasa z Przełęczy Gruszowiec to jednocześnie najkrótsze i najbliższe Krakowa podejście na Ćwilin – nic dziwnego, że ma wielu amatorów.

Ponieważ nasza wycieczka odbywa się w czwartkowy wieczór, większość przeszliśmy sami, dopiero na wierzchołku spotkaliśmy kilka osób – część przy namiocie, innych przy ognisku. Ale na razie jesteśmy na niebieskim szlaku, przez pierwsze 15-20 minut wędrujemy kamienną ścieżką, która chwilami robi zakosy. Jest tak stromo, że nie prowadzi tędy nawet żadna leśna droga. Dopiero wyżej pojawia się cień nadziei na złagodzenie wędrówki. Ale to złudzenie, właściwy szlak wiedzie wciąż ostro pod górę – między drzewami, po kamieniach i konarach drzew. Łapiemy oddech i mkniemy do celu.

Po kolejnych 20 minutach przecinamy otaczającą szczyt drogę gospodarczą, kilka minut później kolejną. Szczyt jest już blisko. Pniemy się do góry wąską ścieżką, a w pewnym momencie nasz niebieski szlak odbija w lewo, czego nie zauważamy.

Nie nie jest to jednak problem, gdyż po chwili dochodzimy do szerokiej drogi, którą poprowadzony jest żółty szlak z Mszany. Możemy podziwiać stąd całkiem przyjemne widoki na zachód – przed oczami mamy Luboń i wychylającą się zza niego Babią Górę. Sam Ćwilin jest po lewej stronie, więc po zrobieniu kilku zdjęć – tym razem – łagodną i wygodną drogą ruszamy w kierunku polany szczytowej.

Polana Michurowa

Po dwustu metrach dochodzimy na skraj rozległej Polany Michurowej, skąd rozpościerają się niesamowite widoki na południe. Podziwiamy Mogielicę, Gorce, Pieniny, Tatry, dalej na zachód Góry Choczańskie, Babią Górę, czy Małą Fatrę. Zaczynamy rozumieć wszystkich, którzy uważają polanę za za jeden z najlepszych (najlepszy?) punktów widokowych Beskidów Zachodnich. Sam wierzchołek znajduje się na przeciwległym końcu polany, ale przejście tych czterystu metrów zajmuje nam sporo czasu. Jest zbyt pięknie, by odrywać wzrok.

Ćwilin i zachód słońca

W końcu jednak docieramy na Ćwilin (1072m n.p.m). Pod szczytem znajduje się kilka ław, tablica informacyjna czy miejsca na ognisko. Można dostrzec tu również ślady dawnych bacówek – jako jedna z największych hal w Beskidzie Wyspowym, polana Michurowa stanowiła miejsce intensywnego wypasu owiec. Wypas prowadzony był od XV wieku do połowy XX wieku. Poźniej przestało się to opłacać, a polana jak wiele tego typu miejsc w Karpatach, zaczęła zalesiać się i zarastać, co nie jest dobre – ani dla widoków, ani dla różnorodności biologicznej. Okolice szczytu już są na tyle porośnięte młodymi drzewami, że to być może jedna z ostatnich okazji na podziwianie widoków z samej góry.

Biegamy trochę za Młodszym, który ma własne pomysły na zwiedzanie Ćwilina, robimy zdjęcia. Ale mamy z tym problem, bo nie wiadomo, w którą stronę spoglądać – wszędzie cudnie. Nieco poniżej szczytu znajduje się pomnik poświęcony Janowi Pawłowi II i ołtarz polowy, ustawione tu z okazji Roku Milenijnego.

Podziwiamy zachód słońca, które dodaje niesamowitych wrażeń. Ciężko się zdecydować na powrót, no ale co robić – jutro idziemy do pracy, a na stanie mamy Dzidziusia;). Tuż po zachodzie zaczynamy zejście na dół tym samym szlakiem, którym podchodziliśmy. Do auta docieramy już po ciemku więc odwrót i szybki powrót do domu.

Informacje praktyczne

  • Najwyższy punkt: 1072 m n.p.m. (Ćwilin)
  • Najkrótszy szlak prowadzi z Przełęczy Gruszowiec (niebieski) – czas przejścia: 1:10h, dystans: 2,0km, suma podejść: 392m.
  • Samochód najlepiej zostawić na parkingu na samej przełęczy -> MAPA. Parking jest płatny 10zł w Barze pod Cyckiem.
  • Trasa jest wymagająca, ze względu na bardzo strome podejście, luźne kamienie i błoto. Przy gorszej pogodzie będzie ślisko, co też utrudnia podczas zejścia. Szlak jest dobrze oznaczony i prosty orientacyjnie.
  • Przy szlaku nie ma żadnych wiat i schronów, gdzie można się skryć w razie deszczu. Na szczycie natomiast jest kilka ławek i miejsce na grill. W razie potrzeby można skorzystać z oferty gastronomicznej Baru pod Cyckiem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.